Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Anettt — Świetne jest.
  2. Bartosz — Dziękuję :) Miło mi to czytać :)
  3. Piotr — I tego właśnie szukam w fotografii. Zachwytu nad drobiazgami. Cz/b takiego efektu by...
  4. Bartosz — Już niedługo na blogu :)
  5. Paulina — Witam, a dokąd tym razem?
  6. Piotr — Jak zawsze - podziwiam. Świetne zdjęcia, tekst też trzyma poziom. Podoba mi się pomysł...
  7. Didimos — Czymam kciuki
  8. Astarte — Czyta :)
  9. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)
  10. Bartosz — Dzięki ;) Mam nadzieję, że uda mi sie pokazać zdjęcia zapaśników. Taki suplement...

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Środa, 02 Czerwca 2010

Babcia Żółw

galeria, wyprawa, Indie, trochę koloru, cyfrowo, portret uliczny, Orissa, Puri
     Włócząc się plażą Puri nie sposób nie dotrzeć do wioski rybackiej. Miałem to szczęście, że kilkukrotnie trafiłem na poranny powrót łodzi z połowem. Prezentowane dzisiaj zdjęcia zrobiłem obserwując kobiety niecierpliwie czekające na powrót łodzi.
Indie - kwiecień/maj 2010
źródło: www.sobanek.com
Plaża w Puri - Babcia Żółw
Babcia Żółw

Czwartek, 03 Czerwca 2010

Wioska rybacka. Puri.

galeria, wyprawa, Indie, czarno - białe, cyfrowo, portret uliczny, Orissa, Puri
     Już pierwszego poranka w Puri usłyszałem ostrzeżenia przed samotnym zagłębianiem się w labirynt domów wioski rybackiej. Mieszkańcy tej niewielkiej, jak na standardy indyjskie, mieściny powtarzali, że jeśli już się na to zdecyduję, to muszę mieć oczy naokoło głowy i w każdym momencie być gotowy do ucieczki. Wielokrotnie słyszałem o parze Francuzów, którzy tydzień przed moim przyjazdem weszli na teren wioski i ślad po nich zaginął. Przestrzegano mnie, cicho szepcąc ukradkiem „maoiści”. Tereny te stały się bardzo atrakcyjne dla naksalitów: tegoroczna susza, brak prawdziwego monsunu w roku poprzednim, bieda i brak widoków na poprawę swego losu sprawiają, że każda głupota o konieczności walki zbrojnej w imię tak zwanej równości klasowej pada na podatny grunt.
     Jednak nie wytrzymałem długo obserwując z daleka życie rodzin rybaków. Musiałem znaleźć się wewnątrz. Któregoś poranka przewiesiłem aparat przez ramię wziąłem drąg bambusowy, z którym od czasu incydentu z dzikimi psami się nie rozstawałem i wszedłem między chaty...
I zaczynam właśnie pokazywać zdjęcia, które udało mi się tam zrobić.
Indie - kwiecień/maj 2010
źródło: www.sobanek.com
Wioska rybacka w Puri

Niedziela, 06 Czerwca 2010

Zdjęcie na niedzielę. Wioska rybacka. Puri.

galeria, wyprawa, Indie, trochę koloru, cyfrowo, portret uliczny, Orissa, Puri
     Wspaniale długi, weekend skończył się męczącym powrotem z wybrzeża. Bardzo męczącym. I dlatego dzisiaj tylko zdjęcie. Bez historii. Zrobione w wiosce rybackiej na obrzeżach Puri.
Indie - kwiecień/maj 2010
źródło: www.sobanek.com
Wioska rybacka w Puri

Poniedziałek, 07 Czerwca 2010

Wygładzanie (tym razem) Bałtyku

krajobraz, Bałtyk, morze, długim czasem, galeria, trochę koloru, cyfrowo
     Mały odpoczynek od Indii — dwa zdjęcia zrobione podczas długiego weekendu nad Bałtykiem. Zabawy w wygładzanie morza przy użyciu szarego filtra i długich czasów naświetlania. Zdaję sobie sprawę, że to sztampa, ale ileż to frajdy przynosi.
Bałtyk w Chłapowie
źródło: www.sobanek.com
[57sek]
[530sek]

Niedziela, 13 Czerwca 2010

Zdjęcie na niedziele. Straight & Sharp.

galeria, wyprawa, Indie, trochę koloru, na błonce, portret uliczny, Sikhowie, Delhi
     Opuściłem się z zamieszczaniem nowych postów. Wybaczcie. Ale mimo, że minęły ponad trzy tygodnie ja nawet nie zeskanowałem czarno — białych filmów. Ciągła zawierucha i problemy z wbicie się w rutynę dnia codziennego trochę opóźniają relację z wyjazdu.
     Dzisiejsze zdjęcie zrobiłem ostatniego dnia pobytu w Indiach, niedaleko gurudwary Bangla Sahib w New Delhi. Mój „kierowca” i naprawdę dobry kumpel — Tarun, wskazał mi Sikha ręką i rzucił krótkie „spróbujmy”. Zawróciliśmy (pod prąd, a co!) i dzięki pomocy oraz tłumaczeniu Taruna udało się przekonać go do zdjęć. I wyperswadować kilka minut oczekiwania, gdy ja nerwowo i spoconymi dłońmi zakładałem nowy film.
Straight & Sharp. Delhi.
Jeśli macie ochotę poczytać o wyznawcach tej fascynującej religii to zapraszam do poprzednich wpisów.

Poniedziałek, 14 Czerwca 2010

Kushti. Po to pojechałem.

galeria, wyprawa, Indie, trochę koloru, cyfrowo, reportaż, Varanasi, Delhi, kushti
     Był to jeden z głównych tematów, po które pojechałem. Kushti — tradycyjni zapaśnicy indyjscy. Długo trwało, zanim w końcu znalazłem „arenę zapasów” (tak brzmi dosłowne tłumaczenie nazwy akhara).
     Gdy już mi się to udało, przez kilka dni każdy poranek spędzałem z zapaśnikami. Obserwowałem, pomagałem sprzątać podwórze, spędzałem z nimi czas. W końcu zaprosili mnie do wspólnego treningu. Wysmarowany sklarowanym masłem ghi i solą walczyłem z nimi na arenie wyłożonej gliną. Wszystkie trzy walki przegrałem. Guru zrobił mi masaż usuwając skurcze mięśni, o których istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia. Poszedłem razem z pahalwanami (uczniami) wykąpać się w Gangesie...
Dopiero ostatniego dnia zabrałem ze sobą aparat. I odważyłem się go wyciągnąć.
Indie - kwiecień/maj 2010
źródło: www.sobanek.com
Kushti. Tulsi Ghat Akhara.
Kushti. Guru Hanuman Akhara.

Wtorek, 15 Czerwca 2010

Kiczyku ciąg dalszy

galeria, krajobraz, trochę koloru, cyfrowo, Bałtyk, morze, długim czasem
     Znów chwila odpoczynku od indyjskich opowieści — i znów zdjęcie z czerwcowego długiego weekendu z Izoo.
Bałtyk w Chłapowie
źródło: www.sobanek.com
[30sek]

Środa, 16 Czerwca 2010

Warsztat uliczny

galeria, wyprawa, Indie, trochę koloru, na błonce, portret uliczny, Delhi
     Ostatni dzień pobytu. Ostatnia włóczęga. Ulubione miejsce w Delhi — pod wiaduktem, niedaleko dworca kolejowego.
Czas i miejsce takie jak na niedawno prezentowanym zdjęciu.
Uliczny warsztat. New Delhi.
Z dedykacją dla wszystkich spawaczy :).

Czwartek, 17 Czerwca 2010

Poranek w Varanasi. Ciąg dalszy.

wyprawa, Indie, galeria, trochę tekstu, trochę koloru, na błonce, portret uliczny, Varanasi, Ganges, bramin
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie

     O porankach w tym fascynującym mieście niedawno pisałem.
Nie wspomniałem jednak o codziennej huśtawce nastroju i subiektywnego postrzegania Varanasi. Każdego ranka, tuż przed wschodem Słońca, gdy zbierałem się do wyjścia ogarniało mnie zniechęcenie spowodowane brakiem zdjęć. Niepotrzebnie wbiłem sobie do głowy, że to one są celem mojej kolejnej wizyty w Indiach. Wizyty, która patrząc z dzisiejszej perspektywy, była kompletnie niezaplanowana i nieprzygotowana. Każdego dnia zniechęcenie ulatywało gdzieś zaraz po wyjściu za próg hotelu, pozostawiając uczucie czystej euforii. Światło poranka, nieliczni ludzie nad brzegiem, brak naciągaczy, rozmowy, często migowe z napotkanymi po raz kolejny osobami. Potem doszły codzienne wizyty u moich zapaśników.
Jedząc śniadanie w hotelowej restauracji opowiadałem moim zaspanym współtowarzyszom podróży jak wygląda miasto odarte z całej komercyjnej otoczki. Szkoda, że mimo ciągłych zapewnień, żadna z tych osób nie była w stanie zerwać się przed czwartą, by przekonać się o tym na własne oczy.
     Kolejne godziny jednak przynosiły coraz silniejszą frustrację — poranne Varanasi zmieniało się nie do poznania z każdą chwilą, z każdym nowym pielgrzymem i turystą. Stawało się cyrkiem naciągaczy i pseudoreligijnych szopek mających na celu wyciśnięcie każdej rupii z odwiedzających je ludzi.
Każdego dnia zasypiając miałem wrażenie tracenia czasu. Całe szczęście wrażenie to nikło wraz z pojawieniem się pierwszych promieni Słońca następnego poranka...
Bramin na ghatach w Varanasi.

Piątek, 18 Czerwca 2010

Poranna wizyta u fryzjera. Varanasi

wyprawa, Indie, galeria, trochę koloru, na błonce, portret uliczny, Varanasi
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie

     Żadnej historii. Po prostu zdjęcie fryzjera z Varanasi, który ma swój kramik niedaleko Main Ghat (chociaż poprawniej byłoby napisać Dashaswamedh Ghat). Powiem szczerze — nie jestem w stanie ogolić się nawet w połowie tak dokładnie jak on to robił. A do tego dochodził jeszcze masaż twarzy i głowy...
Ech... Chyba nadszedł czas planowania kolejnej wizyty w Indiach...
Fryzjer z Varanasi.

Piątek, 18 Czerwca 2010

Stęskniłem się za B&W

galeria, trochę koloru, cyfrowo, Bałtyk, morze, długim czasem, czarno - białe
     Chwila odpoczynku od kolorowych Indii. Znów zdjęciem z nadmorskiego długiego weekendu. Tym razem jednak cyfra została i przycięta do jedynego słusznego formatu i jednocześnie skonwertowana do czerni i bieli. Chyba odezwała się moja tęsknota za ulubionym stylem fotografii — i przyszła pora by zacząć skanowanie indyjskich negatywów prostujących się w „Infernie” (album Jamesa Nachtweya).
Od jutra, mam nadzieję, wracam do tego typu zdjęć.
[30sek]

Niedziela, 20 Czerwca 2010

Zdjęcie na niedzielę. Varanasi.

galeria, cyfrowo, wyprawa, Indie, zwierzaki, święte krowy, Varanasi
     Dzisiaj tylko zdjęcie. Co prawda z bykiem wiąże się kilka historii, ale aktualnie skanuję czarno—białe negatywy z Indii i opowiedzenie ich będę musiał przełożyć na jutro. I te krótkie opowiastki pojawią się być może w formie komentarzy pod tym wpisem.
Indie - kwiecień/maj 2010
źródło: www.sobanek.com
Byk pod Puja Guest House. Varanasi.

Poniedziałek, 21 Czerwca 2010

Hare Om Baba! Varanasi.

galeria, wyprawa, Indie, czarno - białe, na błonce, Sadhu, Varanasi, portret uliczny
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie

     Dawno temu podobnie zatytułowałem wpis otwierający serię zdjęć z Indii. Przyjęliście je bardzo życzliwie. Mam nadzieję, że teraz, gdy zaczynam pokazywać czarno—białe zdjęcia z ostatniego wyjazdu, oglądanie zdjęć sprawi Wam przyjemność.
Hare Om Baba. Varanasi.

Poniedziałek, 21 Czerwca 2010

Moje Varanasi.

galeria, wyprawa, Indie, czarno - białe, na błonce, krajobraz, Ganges, Varanasi
     Nie przepadam za dorabianiem ideologii i filozofii do zdjęć. Osłabia mnie, gdy po raz kolejny słyszę, że w fotografii ważne są, umykające definicjom, emocje a nie treść, kadr czy poprawna ekspozycja.
     Jednak, być może, tym razem ja dorzucę trochę filozofowania bo zdjęcie to jest dla mnie kwintesencją Varanasi.
Spod pozornego chaosu wydobywa się niesamowity wręcz spokój. Wystarczy przysiąść na chwilę na ulicy, na schodach nad Gangesem i chłonąć atmosferę miasta. Setki pielgrzymów oddających cześć Świętej Matce (Ganges, a raczej Ganga jest żeńskim hinduskim bóstwem), fryzjerzy i ich klienci, dzieciaki grające w krykieta, studenci czytający książki na brzegu... Wszystko dalece wybiega poza pierwsze, niekoniecznie pozytywne wrażenia z tego miasta.
Wystarczy jednak przycupnąć gdzieś z boku. Stać się na chwilę częścią barwnego, wciąż ruchomego krajobrazu. I poczuć to miasto...
Rany... Tak bardzo nie mogę się doczekać powrotu...
„Moje Varanasi”

Wtorek, 22 Czerwca 2010

Otwieram targ kurczaków.

trochę tekstu, galeria, wyprawa, Indie, portret uliczny, czarno - białe, na błonce, Kalkuta, sudder street, targ kurczaków
     Po męczącej i obfitującej w nieciekawe wydażenia podróży z Varanasi, o której już wspomniałem na blogu, dotarłem wczesnym popołudniem do Kolkaty (Calcutty, Kalkuty). Po rozgrzanym Varanasi myślałem, że pogoda już mnie nie jest w stanie zaskoczyć. Wysiadając z pociągu zrozumiałem jak bardzo się myliłem — temperatura wcale nie była niższa, a wysoka wilgotność sprawiała, że koszula po kilku minutach lepiła się do pleców. Niewyspany, uginając się pod ciężarem plecaków i ocierając pot z czoła wlokłem się przez Sudder street w poszukiwaniu prysznica. Najlepiej z dołączonym do niego miłym pokojem hotelowym. I wtedy uderzyła mnie jedna rzecz — pod wysokimi krawężnikami, w zaułkach ulic, w schnących kałużach mnóstwo było białych piór. Gdy odświeżony prysznicem wychodziłem na miasto, spytałem o to napotkanych w hotelowym holu plecakowiczów. Popatrzyli na mnie jak na idiotę. Kogo by obchodziły jakieś pióra? Ogólnie nikt nie wiedział co się dzieje rano w okolicy, w której mieszkali.
     Nawyk niemożliwie rannego wstawania został mi z Varanasi. Następnego dnia wyszedłem przed piątą z hotelu z Bronicą zawieszoną przez ramię. Włócząc się bez sztywno obranego celu, niemal natychmiast trafiłem na targ kurczaków. W koszach rozłożonych na ulicy leżały setki związanych ptaków.
Uśmiechnąłem się i kręcąc powoli korbką naciągnąłem migawkę.
Targ drobiu. Kolkata.
Dopiero zaczynam pokazywać ten temat. Kilka dni w Kolkacie zaowocowało kilkunastoma zdjęciami z ulicznego targu. Ciąg dalszy nastąpi.

Środa, 23 Czerwca 2010

Kushti.

galeria, wyprawa, Indie, trochę koloru, cyfrowo, reportaż, Delhi, kushti
     Druga odsłona zdjęć indyjskich zapaśników — Kushti. Tekst o nich będzie już niedługo. Wtedy też postaram się wytłumaczyć jak, gdzie i po co.
Indie - kwiecień/maj 2010
źródło: www.sobanek.com
Przygotowywanie areny do walk. Guru Hanuman Akhara.
     Do zeskanowania pozostały mi już tylko dwa negatywy. Jakby nie było przywiozłem trochę materiału. I zastanawiam się teraz, czy przypadkiem nie pokazywać zdjęć seriami tematycznymi, może należałoby reaktywować zapomnianą stronę...
Ech... Byleby tylko mieć więcej czasu...

Środa, 23 Czerwca 2010

Po raz setny w tym roku.

galeria, wyprawa, Indie, czarno - białe, na błonce, rikszarz, Kalkuta, sudder street
     Trudno mi w to uwierzyć, ale to już setny w tym roku wpis, jaki zamieszczam na blogu. Mam nadzieję, że macie chociaż w niewielkim stopniu tyle frajdy z jego odwiedzin, ile ja mam z pisania i pokazywania Świata z mojego punktu widzenia...
     Co prawda zdjęcia rikszarzy kilka razy pojawiały się tutaj, to jednak dzisiaj chciałem, niejako oficjalnie, rozpocząć ten temat. Ostatnia wizyta w Indiach zaowocowała kilkunastoma zdjęciami ludzi, którzy przy użyciu mięśni zapewniają tani i sprawny transport w większości miast. Zaczynam od Kalkuty. Jedynego miasta w tym kraju, w którym można zobaczyć jeszcze riksze piesze. Co prawda pojawiają się one głównie w okolicach Sudder Street i mają stanowić atrakcję turystyczną, to jednak z moich obserwacji wynika, że z tego typu transportu korzystają głównie bogatsi hindusi.
Rikszarz. Kolkata; 5ta rano.
Dziękuje Wam za motywowanie mnie odwiedzinami i komentarzami. Jednak szczególne podziękowania należą się Izoo, że cierpliwie znosi moje nocne ślęczenie przed komputerem oraz wspiera opiniami i korektą. StefanowiL zaś, za ogromną pomoc, krytykę i wiarę w moją fotografię. Wiarę, którą zdarza mi się tracić.

Piątek, 25 Czerwca 2010

Zostanie po mnie obraz twarzy.

galeria, wyprawa, Indie, czarno - białe, na błonce, portret, Orissa, Puri, trochę tekstu
     Powoli stawiając kroki idę nagrzewającą się dopiero ulicą zasnutą kurzem. Nie miał go kto wzbić w powietrze, tysiące stóp nie zdążyło jeszcze dzisiaj pokonać mojej trasy. Słońce, jeszcze nisko wiszące nad horyzontem, odgania nocny chłód bijący z ciemnych zaułków, gra cieniami na każdym mijanym przeze mnie przedmiocie. Życie wokół Świątyni Jagannath dopiero się budzi. Mijam maleńkie stragany dopiero zapełniające się towarem czekającym na tłumnie przybywających do Mekki Hinduizmu. Z oddali dobiega mnie zapach przygotowywanego jedzenia. Uśmiecham się. Jest dobrze. Nie myślę o obijającym mi się o bok aparacie. Nie robię zdjęć. Staram się chłonąć miejsce, chwilę.
Kładę rękę na mijanej krowie, by zaraz dotknąć swojego czoła. Dziwne, nie sądziłem, że indyjskie zwyczaje i zachowania w jakikolwiek zapuszczą we mnie korzenie. Gdzieś daleko, za murem niedostępnej dla mnie świątyni dzwonią dzwonki. Lubię takie poranki...
Niedaleko jednej z czterech bram świątynnych,siadam na chwilę na wysokim krawężniku. Słońce grzeje w plecy. Obserwuję nieliczne, rzucające długie cienie osoby, które przechodzą wąską uliczką. Czas jak gdyby się zatrzymał. Nie spoglądam na zegarek, nigdzie się nie spieszę, nic nie jest pilne.
     Obok mnie starsza kobieta rozkłada na ziemi woreczki z jarmarczną biżuterią. Jakieś bransoletki, kolczyki, łańcuszki jedne po drugich lądują na przykrywającej uliczny kurz kolorowej macie. Uśmiechamy się do siebie a we mnie z każdą chwilą narasta zachwyt nad jej twarzą. Nad każdą zmarszczką, kryjącą w sobie historię życia kobiety, nad biżuterią odbijającą poranne promienie, białymi włosami. Nie dotykam jednak leżącego obok mnie aparatu. Mimo, że bardzo pragnę uwiecznić jej twarz, nie chcę robić kolejnego bezimiennego zdjęcia bez historii. A nie wiem, czy potrafiłbym oddać w czarno—białej grze cienie to, co sam zobaczyłem.
Ulica powoli wypełnia się ludźmi. Pielgrzymi, dzieciaki biegnące do szkoły, riksze. Cóż, trzeba się powoli ruszać. I wtedy ona wskazuje palcem na aparat i pyta czy mógłbym zrobić jej zdjęcie. Oniemiałem z głupkowatym uśmiechem na ustach. Powtarza pytanie jednocześnie dodając, że ona jest już stara, że pewnie niedługo już umrze i chciałaby by chociaż na obrazku zachowała się jej twarz. By ludzie wiedzieli jeszcze długo po tym gdy jej zabraknie, że była taka osoba.
Zwykły portret. Puri.

Sobota, 26 Czerwca 2010

Targ kurczaków. Kalkuta

trochę tekstu, galeria, wyprawa, Indie, portret uliczny, czarno - białe, na błonce, Kalkuta, sudder street, targ kurczaków
     Kontynuacja niedawno rozpoczętego tematu — porannego targu kurczaków w Kalkucie. Dzisiaj tylko zdjęcie.
Targ drobiu. Kolkata.

Niedziela, 27 Czerwca 2010

Zdjęcie na niedzielę. Dzieciaki z Puri.

galeria, wyprawa, Indie, portret, trochę koloru, cyfrowo, Orissa, Puri
     Kolejne niedzielne zdjęcie. Z wioski rybackiej w Puri, gdzie dzieciaki dopadły mnie prosząc o zrobienie im zdjęcia. Gdy tylko dostrzegłem świeżo pomalowaną na niebiesko ścianę wiedziałem jakie będę miał tło. Żałowałem jedynie, że na tę przechadzkę nie zabrałem lampy błyskowej. Poranne promienie Słońca bardzo mocno rysowały cienie i miałem straszliwe problemy z opanowaniem ekspozycji...
Indie - kwiecień/maj 2010
źródło: www.sobanek.com
W wiosce rybckiej na obrzeżach Puri.
     Wybaczcie późną porę zamieszczenia zdjęcia, ale staram się wykorzystać każdą przerwę w opadach na rower, który zdecydowanie wygrywa ze ślęczeniem przed monitorem i przygotowywaniem kolejnych zdjęć.

Wtorek, 29 Czerwca 2010

Poranek na ghatach. Varanasi.

galeria, wyprawa, Indie, street, czarno - białe, na błonce, Varanasi, Ganges, ghaty
     Zajęty, bardzo ambitnym tematem składania exceli do kupy (tak, to dobre określenie), mogę pozwolić sobie jedynie na zamieszczenie zdjęcia.
Poranek na ghatach. Varanasi.

Środa, 30 Czerwca 2010

Mój przyjaciel kushti.

galeria, wyprawa, Indie, reportaż, portret, trochę koloru, cyfrowo, Varanasi, kushti
     To już ostatni zapaśnik w tym miesiącu. I znów z mojej ulubionej, bardzo familijnej i przyjacielskiej akhary, niedaleko ghatu Tulsi w Varanasi. Już nie mogę doczekać się powrotu w to wspaniałe miejsce...
     A może nie mogę doczekać się wyjazdu z Polski? Oderwania na chwile od tego całego korporacyjno—lansiarsko—interesownego pierdolnika, w który rzucił mnie los...
Tak czy inaczej — miłego oglądania...
Indie - kwiecień/maj 2010
źródło: www.sobanek.com
Kushti. W akharze Tulsi Ghat. Varanasi.