Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. trb — Tylko w ramach uzupełnienia - duża ilość dominant kolorystycznych spowodowana jest...
  2. karo — Kocham Twoje czarno-białe zdjęcia, ale to mnie przekornie urzekło :)
  3. trb — Powodem jest też to, że robiłem tak szerokim kątem. GO jest ogromna. Bronicę mam...
  4. trb — Wystawa raczej nie... Bylem zbyt krótko i nie mam dobrego materiału. Ale przymierzam...
  5. Piotr — Szczególnie w porównaniu z "przebierańcem", chociażby tym http://blog.sobanek.com/2009/Grudzien/SadhuIV.html...
  6. Piotr — Kurcze, kolejny temat na całkiem niezłą wystawę, co? Chociaż pewnie wielu by zainteresował...
  7. Piotr — Z takich zdjęć przebija cały Bartek. Takie uwielbiam. Jest rewelacja. Aż się pokusiłem...
  8. Bartosz — Nasi wygrali!
  9. Ewa — chyba nie trzeba mieć nadziei na większą częstotliwość wpisów, a jedynie zakasać...
  10. Astarte — Jak to nie ma związku? Mama patrzy na mur z portalem dla modelek z utęsknieniem dla...

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Poniedziałek, 01 Marca 2010

Delhi. Ostatki.

trochę tekstu, galeria, wyprawa, Indie, Nepal, portret uliczny, czarno - białe, na błonce, Delhi
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie

     Wakacyjny karnawał dobiegał końca. Zostały tylko godziny do wylotu. Włóczyłem się wąskimi, wilgotnymi uliczkami New Delhi. Spokojnie. Bez pośpiechu. Sycąc się ostatnimi chwilami, starając zapamiętać jak najwięcej. Nasiąknąć atmosferą Indii by zabrać ich kawałek ze sobą.
     Zawsze zadziwiają mnie ostatki. Cały pośpiech, cała nerwowa atmosfera podróży nagle gdzieś ulatuje. Zdaję sobie sprawę, że już niedługo wrócę do domu.
Tęsknota za wygodnym, własnym fotelem.
Tęsknota za opuszczanym miejscem.
Delhi.
     Mężczyznę spotkałem podczas tego ostatniego spaceru. Gdy Słońce chowające się za horyzontem ostatnimi promieniami rozświetlało najwyższe piętra budynków. Zobaczyłem wyraz twarzy, oczu. I aparat, zwisający przy boku, powędrował do góry. Chciałem ukraść mu, jego spojrzenie. Pełne smutnej rezygnacji. Fatalizmu. Dźwięk wyzwolonej migawki. Kiwnięcie głową w podziękowaniu. I to nieznośne uczucie, że znów analizuję, znów postrzegam ten kraj poprzez pryzmat kultury, która mnie ukształtowała.
Ostatki. Karnawał się kończył....

PS
     Indyjskie zdjęcia powoli się wyczerpują. Zostało kilka klatek. Kilka historii do opowiedzenia. Kilka, których nigdy opowiadane być nie powinny. Nowy paszport czeka na odbiór. Dojrzałem do powrotu. Znów chcę wciągnąć w płuca powietrze przesycone egzotyką. Uśmiechnąć się wychodząc z lotniska z bezpodstawnym uczuciem, że wracam do domu. Którego już z kolei...

Wtorek, 02 Marca 2010

Zima w mieście

galeria, czarno - białe, pomnik, Warszawa, na błonce
     Dzisiaj bez opisu. Po kolejnych dwunastu godzinach ku chwale (baczność!) KORPORACJI (spocznij!) nie mam już ani sił, ani weny. Więc tylko zdjęcie pory roku, o której pan w telepudle mówił, że będzie trwała do czerwca...
[Bronica SQ-A, 80/2.8, Neopan400 w LC29]

Środa, 03 Marca 2010

New Delhi.

trochę tekstu, galeria, wyprawa, Indie, Nepal, portret uliczny, czarno - białe, na błonce, Delhi
     Kolejne zdjęcie z ostatniego spaceru po wąskich uliczkach Delhi...
Dobranoc.
[Bronica SQ-A, 80/2.8, Neopan400 w LC-29, którego nie lubię]

Piątek, 05 Marca 2010

Gdy się człowiek śpieszy...

trochę tekstu, galeria, czarno - białe, portret, Fuji GX680, na błonce
     A początki były bardzo miłe. Wprosiliśmy się do bardzo dobrych znajomych, niecnie wykorzystując fakt, że dawno, dawno temu udało się namówić ich na zdjęcia.
Jak zwykle nie obyło się bez bieganiny i pośpiesznego pakowania. Filmy, blendy, aparaty. W tym ten jeden szczególny i bardzo rzadko używany — „Krówka” (nazwany tak ze względu na rozmiary FujiGX680).
Świetnie się bawiliśmy, piliśmy niezłe wino, dużo rozmawialiśmy. Było bardzo miło.
     Po powrocie do domu nie mogłem się już doczekać wyników. I wtedy popełniłem, pierwszy tamtego wieczora, błąd. Postanowiłem, zamiast standardowego wywoływacza użyć ilfordowskiego LC-29. Nie mogłem się zmusić by rozrobić duże opakowanie d-76/id-11, który mam nieźle opanowany. Szczególnie do 4 filmów. Robocze stężenia i czasy wywoływania były dla mnie wielkim zaskoczeniem. Tak mocno rozcieńczać? Tak krótko mieszać?
Pierwsze wątpliwości poczułem już w trakcie płukania filmów. Nawinięte na szpule koreksu filmy były niesamowicie wprost gęste. Kolejne pojawiły się gdy rozwieszałem negatywy do wyschnięcia: już widać było niesamowite kontrasty, szczególnie na jednej kliszy, którą naświetliłem ostatniego dnia pobytu w Indiach. Zapowiadała się niezła ekwilibrystyka przy skanowaniu...
     I wtedy stało się najgorsze. Zimą, gdy ze względu na suche powietrze, ilość kurzu w mieszkaniu dramatycznie wzrasta, często używam garnka z parującą wodą, by chociaż w niewielkim stopniu oczyścić powietrze. Parującą znaczy tuż po zagotowaniu. I właśnie w tym garnku wylądował jeden z filmów. Nawet nie na sekundę! Szybka akcja ratunkowa ocaliła zdjęcia. Niestety nawet ten krótki czas wystarczył by narobić szkód.
Tutaj zamieściłem wycinek kadru z poniższego zdjęcia — zeskanowanego Epsonem V700 z rozdzielczością 3200dpi. Sami oceńcie stopień degradacji...
Paszportowo
źródło: www.sobanek.com
Artur [Fuji GX680 II, 135/5.6, Neopan400 w LC-29]

PS

     Chciałem bardzo podziękować Arturowi, za autoryzację zdjęcia, którego jeszcze nie widział. Mam nadzieję, że nie będzie mi miał za złe, że zamieściłem jego portret nie dokonując na nim żadnej obróbki. Nie upiększałem. Nie bawiłem się szopem. Zrobiłem zdjęcie.

Niedziela, 07 Marca 2010

Zdjęcie na niedzielę. Święte krowy.

galeria, trochę koloru, na błonce, wyprawa, Indie, Nepal, zwierzaki, street, Pokhara, święte krowy
     Leniwie — niedzielnie. Bez opisu. Bo ten znajdziecie tutaj.
Ulica w Pokharze

Piątek, 12 Marca 2010

Zmierzch W Varanasi

galeria, trochę koloru, na błonce, wyprawa, Indie, Nepal, krajobraz, Ganges, Varanasi
     Wybaczcie pięciodniową przerwę w nadawaniu — brak czasu stał się już chlebem powszednim...
Zmierzch w Varanasi.
     Zdjęcie, które chcę Wam dzisiaj pokazać, zrobiłem włócząc się brzegami Gangesu w Varanasi. Wykorzystując chwilę przerwy w monsunowych opadach, chciałem poczuć atmosferę świętego miasta...
     Nad głową wisiały ciężkie deszczowe chmury, zza których z wysiłkiem przebijały się promienie zachodzącego Słońca...

Sobota, 13 Marca 2010

Krawiec z Pokhary. Cd.

galeria, portret uliczny, trochę koloru, na błonce, wyprawa, Indie, Nepal, Pokhara
     Ciąg dalszy portretów sympatycznych krawców z Pokhary.
Krawiec z Pokhary.

Niedziela, 14 Marca 2010

Warszawa. Z szuflady.

galeria, street, czarno - białe, na błonce, Warszawa, pomnik, szuflada
Przed Pałacem Staszica. Warszawa.
źródło: www.sobanek.com

Niedziela, 14 Marca 2010

Cytat (tym razem) na niedzielę.

galeria, czarno - białe, na błonce, pomnik
     Cytat z piosenki Dezertera na jednym z plakatów, które zasłaniały nowe kioski na Krakowskim Przedmieściu.
„Nie jestem produktem mieszczącym się w standardzie,
(...) Nie jestem obiektem medialnego hałasu,
Jestem najlepszym zabójcą czasu.”
Dezerter, „Nielegalny zabójca czasu”
Cytat na niedzielę.
źródło: www.sobanek.com

Poniedziałek, 15 Marca 2010

Sprzedawcy. Część piąta.

wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, sprzedawcy, Dźajpur
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie

     I kolejne z serii sprzedawców.
Przycupneli w cieniu rzucanym przez Pałac Wiatrów i zdezelowaną ciężarówkę. Na starych kocach rozłożyli cukinie. Zaczął się handel...
Sprzedawcy - Jaipur

Wtorek, 16 Marca 2010

Jaipur mi umknął... C.d.

wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, portret uliczny, Dźajpur, Jaipur
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie
     Tylko zdjęcie. Gdzieś w „Różowym mieście”. Uliczna produkcja soków owocowych.

Środa, 17 Marca 2010

Święte piekło Hindusów.

wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, portret uliczny, Varanasi
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie
     Pozwoliłem sobie zaczerpnąć tytuł tego posta z książki Krzysztofa Mroziewicza „Ucieczka do Indii”.
Nie rozwinę tematu. Zbyt krótko tam byłem, zbyt mało widziałem. A jeśli ktoś pragnie opisu, to zapraszam do wspomnianej pozycji. Do rozdziału zatytułowanego tak, jak ten, wieczorny wpis...
Na ghatach w Varanasi.

Czwartek, 18 Marca 2010

Z zapomnianej kliszy

galeria, czarno - białe, na błonce, Fuji GX680, zielenina
     Nie wytrzymałem i mimo jakiegoś wrednego choróbska, usiadłem do komputera. Powód był prosty — jakiś czas temu znalazłem kliszę, przestrzelaną w celach testowych, krówką (Fuji GX 680).
Mimo, że tak rzadko używam tego aparatu, to jednak każda kolejna klatka wzbudza mój zachwyt nad perspektywami otwieranymi przez ten sprzęt. Mimo, że jest to prostokąt, z którym sobie jeszcze nie radzę.

Piątek, 19 Marca 2010

Z zapomnianej kliszy. Ciąg dalszy.

galeria, czarno - białe, na błonce, Fuji GX680, zielenina
     Jeszcze trochę ponudzę Was zdjęciami zieleniny pochodzącymi z testowej kliszy...
Gerbera
źródło: www.sobanek.com

Niedziela, 21 Marca 2010

Zdjęcie na niedzielę. Pokhara.

wyprawa, Indie, Nepal, Pokhara, galeria, czarno - białe, na błonce
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie
     I kontynuuje tradycję zdjęć niedzielnych. Nieważne jak wielkiego mam lenia bądź jak bardzo brakuje mi czasu. Zdjęcie na niedzielę być musi :).
Jutro odbieram nowy paszport! Średnioformatowy dalmierz już do mnie leci! Podobnie PocketWizard! Podanie o wizę indyjską składam w nadchodzącym tygodniu. Na pakistańską czekał będę już w Delhi.
Zaczyna się logistyka przed samodzielnym wyjazdem do tych dwóch państw.
Nareszcie...

Czwartek, 25 Marca 2010

Manekiny. Z szuflady.

galeria, czarno - białe, na błonce, szuflada, manekiny, portret, Londyn
     I ostatnie ze zdjęć manekinów, które (moim zdaniem) warto pokazać.
Najpierw wystawy butiku Bon Genie w Lozannie.
Bon Genie (Lozanna)
źródło: www.sobanek.com
     I jeszcze kilka znalezionych w różnych miastach Europy (Londyn Lozanna, Genewa).
Manekiny
źródło: www.sobanek.com
Mam nadzieję, że już niedługo będę mógł skończyć z wyciąganiem zdjęć z szuflady i pokażę trochę nowości...

Środa, 31 Marca 2010

Własnymi ścieżkami

galeria, Warszawa, czarno - białe, na błonce
     Wyrobiłem nowy paszport. Kupiłem bilety lotnicze. Złożyłem wniosek o wizę.
Teraz pozostaje mi czekać całe 17 dni do godziny ZERO, gdy wsiądę do samolotu by po 11 godzinach podróży znów wciągnąć w płuca mieszankę zapachów Indii.
Tym razem jadę sam. Bez żadnych kompromisów, sztywnych ram czasowych. Włóczyć się własnymi ścieżkami. Podglądać życie codzienne, zbierać historie. Robić zdjęcia.
Przez całe trzy tygodnie.

Środa, 31 Marca 2010

Gdy doczekać się już nie można...

galeria, wyprawa, Indie, Nepal, portret uliczny, czarno - białe, cyfrowo, Patan
„Istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.”
Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

     Uwielbiam lekki dreszczyk emocji związanych ze zbliżającym się wyjazdem. Zdenerwowanie, ekscytacja, obmyślanie marszruty, zakupy, pakowanie... Ustąpi gdy koła samolotu dotkną lotniska w Delhi, gdy otworzą się drzwi i poczuję mieszankę zapachów Indii. Gdy wsiądę do wysłużonego Ambasadora i jadąc przez miasto będę je chłonął wszystkimi zmysłami. Wtedy przyjdzie czas na spokój.
Być. Obserwować. Czuć.
Indie/Nepal - wrzesien 2009
źródło: www.sobanek.com
Patan. Durbar Square.