Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Tomek — Miejsce niemal idealne. Zdjęcie super.
  2. Anettt — Świetne jest.
  3. Bartosz — Dziękuję :) Miło mi to czytać :)
  4. Piotr — I tego właśnie szukam w fotografii. Zachwytu nad drobiazgami. Cz/b takiego efektu by...
  5. Bartosz — Już niedługo na blogu :)
  6. Paulina — Witam, a dokąd tym razem?
  7. Piotr — Jak zawsze - podziwiam. Świetne zdjęcia, tekst też trzyma poziom. Podoba mi się pomysł...
  8. Didimos — Czymam kciuki
  9. Astarte — Czyta :)
  10. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Czwartek, 04 Maja 2017

Rahul Nopani. Siyaram Akhara, Kolkata.

czarno - białe, reportaż, portret, cyfrowo, Indie, Kalkuta, kushti, Canon 5D Mark II, w drodze
     To będzie pierwszy wpis tego typu — pozwolę oddać głoś bohaterowi moich zdjęc. I pierwsza fotografia z cyklu portretów zapaśników przed i po treningu. Jeszcze nie mogę zdecydować co do wyglądu cyklu, więc fotografie są w czerni i bieli. Być może jednak zdecyduję się na kolor. Jednak u mnie właśnie minęła północ i nie mam sił by walczyć ze wspólną tonacją całego cyklu. Zresztą jutro wstaję przed piątą by odwiedzić jedną z akhar w New Delhi a potem jadę na chwilkę do Agry.
Ale już oddaję głos bohaterowi zdjęcia:

Nazywam się Rahul Nopani, niedawno skończyłem 32 lata.
Pochodzę z ortodoksyjnej rodziny hinduskiej. Urodziłem się, podobnie jak mój ojciec w Zachodnim Bengalu, lecz korzenie naszej rodziny wywodzą się z Radżastanu. Obecnie jestem zaangażowany w rodzinny interes — produkcję kołnierzyków koszul. Zapasy zaś pozwalają mi zachować spokój ducha i dobrą kondycję ciała. Mieszkam, wraz z rodzicami i dwoma siostrami, około 17 km miejsca, w którym się spotkaliśmy — w dzielnicy Rishra. Każdego ranka śpieszę się na poranny pociąg, by po 40 — 60 minutach dotrzeć do akhary.

Pierwszy raz trafiłem do akhary w 12 klasie (czyli mniej więcej w wieku 16 — 18 lat). Byłem bardzo przejęty szkołą i przerażony perspektywą zbliżającego się egzaminu (Higher Secondary Examination — z rozmowy wynikało, iż jest to odpowiednik naszej matury). Patrząc jak się pogrążam w depresji, mój dziadek w końcu nie wytrzymał. Nakrzyczał na mnie, że nie potrafię nic poza jedzeniem i spaniem i siłą zaciągnął mnie do akhary, prosząc Guru aby się mną zajął. Guru bez zbędnych ceregieli zabrał mnie na arenę (ziemną; w przeciwieństwie do zapasów „olimpijskich”, kushti walczą na specjalnie przygotowanych arenach z wielokrotnie spulchnianej ziemi; wyjątkiem są turnieje dangal, gdzie walczy się po prostu na klepisku) i pokazał czym jest prawdziwy wysiłek w trakcie zapasów. Wszystkie dźwignie, wykręcanie rąk, nóg, karku sprawiły, że poczułem, że żyję. Ten fizyczny ból zupełnie odmienił moje życie, wypełnił mnie nieznaną do tej pory siłą i pozwolił uwierzyć w siebie. Od tego dnia regularnie odwiedzałem to miejsce, które w tak wyjątkowy sposób odmieniło moje życie. Zdałem egzaminy z dobrymi stopniami i rozpocząłem naukę w college'u. Jednocześnie rozwijałem się sportowo — zacząłem trenować kickboxing, startowałem w zawodach szkolnych i międzyszkolnych, by wreszcie zwyciężyć stanowe zawody w zapasach w kategoriach do 66 i 72 kilogramów.

Myślę, że zawsze miałem szczęście w życiu. Ale to szczęście pochodzi od Boga. Wiesz, jestem osobą bardzo wierzącą, wyznającą pewne zasady: miłość i wsparcie rodziców, szacunek do kobiet, pomoc innym, życie prawdą. Myślę, że te zasady pomagają mi w życiu. Chciałbym tę myśl przekazać innym: trzymajcie się tych zasad a szczęście zawsze będzie podążało za wami.

Dzięki kushti to zrozumiałem, dzięki kushti odnalazłem spokój ducha.
Rahul Nopani, Siyaram Akhara, Kolkata

Niedziela, 07 Maja 2017

Powrót.

trochę koloru, portret uliczny, cyfrowo, Indie, Delhi, rikszarz, Canon 5D Mark II, w drodze
     Dzisiaj o dziewiątej rano, po miesiącu indyjskiej przygody wylądowałem w Warszawie. Na podsumowanie jest jeszcze zbyt wcześnie, mimo to, czuję mały niedosyt. Przez to, że nie mogłem się zdecydować, czy zająć się zdjęciami, czy też zwiedzaniem nowych miejsc.
Zanim zaczną pojawiać się zestawy fotografii, zamieszczam kolejny portret rikszarza. Zrobiłem go ostatniego dnia w Delhi, gdzieś w okolicach Connaught Place.
New Delhi
A teraz czas na powrót do rzeczywistości i rozpoczęcia nowej przygody zawodowej... Ale zdjęcia będą się pojawiać systematycznie. Zdjęcia i historie.

Poniedziałek, 08 Maja 2017

Jet lag.

trochę koloru, portret uliczny, cyfrowo, Indie, Delhi, Paharganj, sprzedawcy, Canon 5D Mark II, w drodze
     Wracając z pracy myślałem, że uda mi się dzisiaj zamieścić większy wpis na temat jednej z akhar. Niestety różnica czasu pomiędzy polskim a indyjskim (tylko 3,5 godziny; 20.00 w Polsce to 23.30 w Indiach) daje znać o sobie. Dlatego znowu pokazuję zdjęcie bez żadnej głębszej historii za nim tkwiącej. Taka zwykła codziennością fotografia z wieczornego (gdy temperatura troszeczkę opadała i dało się wytrzymać na zewnątrz) targu na Paharganj.
New Delhi

Środa, 10 Maja 2017

Varanasi.

trochę koloru, portret uliczny, cyfrowo, Indie, Varanasi, Sadhu, Canon 5D Mark II, w drodze
     Ostatnim razem opisałem moje odczucia związane z wizytą w świętym mieście. Dzisiaj tylko zdjęcie.
Varanasi

Czwartek, 11 Maja 2017

Pahalavaanon I salute you!

czarno - białe, reportaż, cyfrowo, Indie, Dagarpur, kushti, Canon 5D Mark II
     To był cel wyjazdu. Udokumentować jak najwięcej akhar (akhara lub akhada — wymowa w hindi jest bardzo trudna do transkrypcji). Miałem to szczęście, że prócz wielu zapaśników, poznałem popularyzatora kushti — Deepaka Ansuia Prasad. Ten były zapaśnik jest ambasadorem tradycyjnych zapasów indyjskich — prowadzi stronę internetową, kanał na youtube, grupy na facebooku.
Dzięki niemu miałem okazję odwiedzić wioskę Dagarpur i zobaczyć tradycyjne miejsce treningu zapaśników. Nazwa tej akhary stanowi dla mnie zagadkę — Leelu Pahalwan Dagarpur Akhada. Leelu jest imieniem kobiecym, tłumaczonym jako trzcina cukrowa. Pahalwan oznacza zaś zapaśnika (występuje w tytule wpisu, który miał nawiązywać do cytatu z Gladiatora o ile dobrze zapisałem liczbę mnogą słowa pahalwan).
Miejsce to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Deepak wyrwał mnie ze zgiełku indyjskich miast na absolutną prowincję. Nagle nie słyszałem klaskonów, warkotu tysięcy silników. Zniknął smog i tłumy. A po chwili do zadbanej, akhary zaczęli przybywać kolejni zapaśnicy. A ja miałem szansę być obserwatorem treningu przeprowadzanego pod czujnym okiem (i rózgą!) jednego z trenerów.
Dzisiaj tylko zapowiedź. Tym razem w czerni i bieli.
Leelu Pahalwan Dagarpur Akhada, Dagarpur, Uttar Pardesh

Niedziela, 14 Maja 2017

Eksperyment. Na niedzielę.

czarno - białe, street, cyfrowo, Indie, Delhi, Paharganj, Canon 5D Mark II
     To tylko i wyłącznie eksperyment i próba wysokiego kontrastu. Zdjęcie, chociaż to już bardziej grafika, z New Delhi.
Paharganj, New Delhi
W następnym wpisie wrócę do normalnych fot.

Niedziela, 21 Maja 2017

Waranasi. Na niedzielę.

trochę koloru, street, cyfrowo, Indie, Varanasi, Canon 5D Mark II
     Nie było mnie chwilę, ale obiecuję, że po tym tygodniu przerwy, zdjęcia będą pojawiały się częściej.
Varanasi (Benares)

Poniedziałek, 22 Maja 2017

Waranasi. Sadhu.

trochę koloru, street, portret uliczny, cyfrowo, Indie, Sadhu, Varanasi, Canon 5D Mark II
     Mimo, że ostatnio kilkukrotnie wspominałem o zjawisku money — baba, fałszywych sadhu (między innymi tutaj), to jednak udało mi się spotkać tych prawdziwych. Idąc w kierunku Gangesu, w kierunku ghatu Lalita przechodzi się kilkunastometrowym tunelem pod budynkami. Rozświetlony kilkoma świetlówkami robi dosyć porażające wrażenie szczególnie o poranku, gdy wchodzi się w tunel z wąskiej, zalanej słońcem ulicy. Pod jedną ze ścian, pod świetlówkami siedzą sadhu. Medytują, modlą się, zbierają jałmużnę. Ale nie przyjeżdżają do „pracy”, przebierają się, pozują, by po skończonej dniówce wrócić do domu.
Sadhu; Varanasi (Benares)
Zdjęcia, jak większość z tego wyjazdu, zrobiłem Canonem 5d2 i był to pierwszy raz (bo było jeszcze kilka), gdy żałowałem, że nie zmieniłem sprzętu na coś nowszego. Ziarno wysokich czułości nie przeszkadza tak bardzo, jak ograniczona pojemność tonalna (wypalone światła i czernie bez szczegółów) oraz nietrafiający autofocus.

     Kolorystyka jest efektem temperatury barwowej oświetlenia.

Wtorek, 23 Maja 2017

Leelu Pahalwan Dagarpur Akhada.

czarno - białe, reportaż, cyfrowo, Indie, Dagarpur, kushti, Canon 5D Mark II
     Miałem dzisiaj pokazać Wam zestawienie (tak, zestawienie — nie pojedyncze zdjęcie) fotografii z cudownie kolorowej Guru Jasram Ji Akhary. Niestety przegrałem z własnym organizmem — ostatnie ciągłe wojaże, zmiany czasu, temperatury i diety rozregulowały mnie kompletnie. I rozłożyły chorobą. Więc nie mając sił przygotowywać zdjęć jedyne co mogę to wrócić do Leelu Pahalwan Dagarpur Akhary.
Fotografując tę walkę czekałem na odpowiedni ujęcie. I moment, gdy jeden z chłopców otworzył oczy i spojrzał w obiektyw szczęśliwie zarejestrowałem. To spojrzenie moim zdaniem zrobiło zdjęcie.
Leelu Pahalwan Dagarpur Akhada, Dagarpur, Uttar Pardesh
I znowu Canon5d2 — i szalejący AF (któremu trzeba było pomóc ustawianiem ostrości na przewidywaną odległość) oraz mikra pojemność tonalna na iso3200. Bo ziarno zupełnie mi nie przeszkadza.

Czwartek, 25 Maja 2017

Chyba zrobię przerwę...

trochę koloru, portret uliczny, cyfrowo, Indie, Varanasi, sprzedawcy, Canon 5D Mark II
     Wciąż mam kilka cyklów zdjęć zapaśniczych czekających na przygotowanie i publikację (nie tylko na blogu). Jednak muszą poczekać. Teraz czas zająć się własnym zdrowiem nadwyrężonym zarówno włóczęgą po Indiach jak i późniejszym zwiedzaniem lotnisk europejskich.
Ale mniejsza z tym. Dzisiaj chcę Was zaprosić na uliczkę Waranasi, gdzie w głębokim cieniu można spotkać sprzedawców nikomu do niczego nie potrzebnych różności, które jednak się sprzedają — byłem tego świadkiem.
Varanasi
Zdjęcie konwertowałem („wywoływać” mam zarezerwowane dla fotografii analogowej) z RAW będąc jeszcze w Indiach.

Piątek, 26 Maja 2017

Pahalavaanon I salute you! Cont.

Canon 5D Mark II, kushti, Delhi, Indie, cyfrowo, street, trochę koloru
     Walcząc z choróbskiem sięgam do zdjęć, które skonwertowałem z RAW w trakcie wyjazdu (zabrałem Microsoft Surface Pro 4 ze sobą — pełna recenzja też się pojawi; na szybko — dla mnie jest to najlepszy przenośny sprzęt dla fotografujących, z i7/16GB/fenomenalnym wyświetlaczem i piórkiem czułym na nacisk). Po raz kolejny zatem zabieram Was do jednej z najbardziej utytułowanych w Indiach akhar (miejsca treningów zapaśniczych).
Założona w 1925 roku szkoła, czy też centrum treningowe, niemalże od początku było centrum sztuki zapaśniczej w Indiach. Przede wszystkim związane to było z jej twórcą Vijay Pal Yadav, który znany jest szerzej jako Guru Hanuman. Zapaśnik ten stworzył podwaliny obecnej sztuki zapaśniczej, łącząc ze sobą tradycyjną sztukę lehlwani z zachodnimi standardami. I tak rozpoczęła się legenda tej „świątyni zapaśniczej”, która wypuściła w świat wielu mistrzów.
Tutaj jednak natrafiłem na problem. Otóż Indie mają tylko cztery medale olimpijskie w zapasach. W tym żadnego złotego. Nie do końca potrafię powiedzieć, dlaczego tylko tyle... Być może jest to spowodowane odmiennym podejściem zapaśników w Indiach — w walce nie ma punktów ani ram czasowych, zapasy trwają aż do momentu poddania jednego z zapaśników. Sprawia to, że niektóre z pojedynków trawają nieprzerwanie kilkadziesiąt minut (byłem świadkiem dwudziestominutowego meczu). Takie podejście wymusza inny styl walki, który nie zdaje rezultatu w szybkich, skoncentrowanych zawodach olimpijskich.
Guru Hanuman Akhara, Old Delhi
Zdjęcie trenujących zapaśników zrobiłem wczesnego poranka, gdy miasto dopiero budziło się do życia, gdy temperatura delikatnie przekroczyła 30 stopni Celsjusza. Byłem zszokowany tym, jak dużą dozę samozaparcia trzeba mieć by w takim upale, przez kilkadziesiąt minut wykonywać niesamowicie ciężkie i wyczerpujące ćwiczenia. Jak duży jest to wysiłek świadczą plamy potu w miejscu, gdzie raz za razem wykonują ćwiczenie zwane dand — skrzyżowanie naszych pompek z tzw. burpees.
Dla mnie niesamowitym był również kontrast pomiędzy światem za murem i tym w akharze. Ludzie mijając niepozorną bramę nie zdawali sobie sprawy z tego co dzieje się w środku. Dla zapaśników zaś, otwarte drzwi stanowiły tylko dodatkową motywację — mimo, że nikt nie bronił wyjścia, to sam fakt łatwości ucieczki od bólu i wysiłku stanowił dodatkową motywację. Mam nadzieję, że udało mi się to przekazać tym zdjęciem...

PS
Ciekaw jestem czy ktoś to czyta... Czy jest sens produkowania się na blogu...

Środa, 31 Maja 2017

Zaczyna się...Czarno - białe? Kolor?

trochę koloru, czarno - białe, portret uliczny, cyfrowo, Indie, Delhi, Paharganj, sprzedawcy, Canon 5D Mark II, w drodze
     Jednak przywiozłem kilka obrobionych zdjęć ze sobą. Mogę zatem zamieszczać kolejne wpisy, gdy nie do końca mam możliwości przygotowywania i konwertowania fotografii.
Niestety znowu pojawia się odwieczny problem: czarno — białe czy też kolor? Co więcej, z problemem tym musiałem się zmierzyć jeszcze w Indiach. Tym razem będzie jednak inaczej — pokażę Wam obie wersje.
Zacznę w czerni i bieli, bo w zamierzchłej historii tego bloga, pojawiło się podobne zdjęcie.
New Delhi
     I zaraz potem kolor... Przyznam się, że od pewnego czasu marzy mi się Leica M Monochrome. Pomijając niesamowitą jakość obrazu, nie miałbym problemu z konwersją — zdjęcie byłoby od razu w odcieniach szarości.
New Delhi

Środa, 31 Maja 2017

Rany, jak to już długo...

promocja, plfoto
     Właśnie sprawdziłem — w 2003 roku kupiłem swój pierwszy aparat. Cyfrową Minoltę 7i. W sumie to chyba zaczęło się od portalu plfoto.com. Zobaczyłem niesamowite zdjęcia (Zija, Myszowaty, Loki, Fetysz, Stefan L, de Brade oraz cała rzesza innych Fotografów, których uwielbiałem podglądać) i powiedziałem sobie „też bym tak chciał”. Po kilku eksperymentach z cyfrą powiedziałem sobie, że to jednak nie jest to i wskoczyłem na głęboką wodę — nie mając pojęcia o fotografii kupiłem Pentacona Six. Od tego czasu Fotografia wciąż gdzieś przewijała się w moim życiu, w jakiś sposób motywowała, prowadziła, była przyczyną i celem...
Ale nie o tym miało być. Otóż motywowany chęcią rozreklamowania bloga postanowiłem na chwilę powrócić do źródeł — wystawić zdjęcie na plfoto. I tam też wylądowała fotografia z wpisu Pahalavaanon I salute you!. Niemalże zapomniałem o tym incydencie, aż dzisiaj, czystym przypadkiem zawitałem na tę stronę i zobaczyłem taki oto obrazek:
31.05.2017 plfoto.com
źródło: plfoto.com
     Takim to sposobem kolejne z moich zdjęć zostało wybrane zdjęciem dnia. Niby nic, a jednak miło...