Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Anettt — Świetne jest.
  2. Bartosz — Dziękuję :) Miło mi to czytać :)
  3. Piotr — I tego właśnie szukam w fotografii. Zachwytu nad drobiazgami. Cz/b takiego efektu by...
  4. Bartosz — Już niedługo na blogu :)
  5. Paulina — Witam, a dokąd tym razem?
  6. Piotr — Jak zawsze - podziwiam. Świetne zdjęcia, tekst też trzyma poziom. Podoba mi się pomysł...
  7. Didimos — Czymam kciuki
  8. Astarte — Czyta :)
  9. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)
  10. Bartosz — Dzięki ;) Mam nadzieję, że uda mi sie pokazać zdjęcia zapaśników. Taki suplement...

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

« poprzedni miesiąc | następny miesiąc »

Poniedziałek, 26 Stycznia 2009

Mam i ja...

wstępniak, trochę tekstu
     Jakiś czas temu dojrzałem do wyciągnięcia swoich fotek z zakamarków szuflady — chociaż z czystym sumieniem, moge powiedzieć, że mając do nich stosunek osobisty, nie zauważam często faktu, że część z nich nie powinna być stamtąd ruszana...
Co prawda, w zamierzchłych czasach udało mi sie napisać swoja własną stronę www, to jednak brakowało mi miejsca, które umożliwiałoby mi umieszczenie zdjęć robionych na codzień — fotek pstrykniętych w trakcie jazdy do pracy, porannych wyjść po papierosy bądź też weekendowych spacerów.
Brakowało mi też miejsca, gdzie mógłbym przelać trochę swoich wypocin. Także tych, nie do końca związanych z Fotografią.
     Szybki przegląd istniejących portali oferujących prowadzenie blogów oraz gotowców tylko zaostrzył moj apetyt na stronę skrojona dla mnie. Co więcej — znajomośc odpowiednich mechanizmów oraz to, iż od czasów zumiego nie napisałem żadnej wiekszej aplikacji www sprawiło, że przysiadłem fałdów i zacząłem przypominać sobie php, sql, html, css, etc.
Tutaj rację muszę przyznać słowom Younga, iż „spokój zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się ambicja” — łapanie chwil po pracy, ciągłe uciekanie myślami do kodu („Tak! Przyspieszyłem działanie o 5 ms!”) i ślęczenie przed komputerem „wyjęło” mnie z normalnego życia na cały długi miesiąc.
     Ale udało sie! Dzisiaj po raz pierwszy uruchamiam swojego bloga! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jest jeszcze wolny od błędów i niedociągnięć (gdyby, ktoś z Was na takowe się natknął bardzo proszę o kontakt), że layout nie jest finalny, że zostało mi kilka drobnych funkcjonalności. Ale wystartował!

A oto czego możecie się spodziewąć w najbliższym czasie:
  • relacji i małego reportażu z demonstracji przeciwników izraelskiej interwencji w Gazie
  • odkurzonych klatek z warszawskich „fotograficznych” spacerów — trochę streetu
  • bardzo spóźniona relacja ze Święta Wszystkich Świętych
  • testów posiadanych przeze mnie obiektywów — canon vs. Psix/m42
  • postaram sie napisać coś o moich wrażeniach z używania tabletu Bamboo
  • dużo polecanych fotografów
A potem? Się zobaczy... :)

Życząc całej gamy pozytywnych, mam nadzieję, wrażeń płynących z oglądania tego bloga, prosze o pozostawienie po sobie śladu w komentarzach oraz Księdze Gości.

Bartek


PS
Jako, że z założenia ma to być blog poświęcony Fotografii, zamieszczam jedno, jedyne zdjęcie za pozowanie do którego zapłaciłem.
"zdjęcie testowe"
     Fotka wykonana została podczas dwutygodniowego pobytu w Egipcie - pucybut przed szkołą koraniczną na obrzeżach Luksoru. Człowiek ten pracował za chleb, który dla pewnej warstwy społeczeństwa stał sie w tym kraju towarem luksusowym (drastyczne zmniejszenie dotacji państwowych). Nie wiem, jak ten typ pracy jest odbierany w kraju muzułmańskim, ale to, że buty a w szczególności podeszwa (przypomnijmy sobie niedawna akcję rzucania nimi w Busha, bądź też podłogę w pałacu Saddama Husaina) są czymś nieczystym, nie sądzę by był to zawód cieszący sie szacunkiem współobywateli...

Poniedziałek, 26 Stycznia 2009

Testowania ciąg dalszy

wstępniak, trochę tekstu, galeria
     Ciąg dalszy testów funkcjonalnych... Ciag dalszy użerania sie z hostingiem... Lecz, co najgorsze, ciąg dalszy kolekcjonowania mojej „listy życzeń” związanych z tą stroną...
     I w ramach testów chciałbym pokazać kilka fotek, które w mniejszym bądź wiekszym stopniu darzę sentymentem.
Ulubione, a raczej darzone sentymentem fotki...
moje ulubione
     Większość tych zdjęć prezentowana była (bądź jest nadal) na portalach fotograficznych. Co zabawniejsze — to właśnie plfoto sprawiło, że wziąłem aparat fotograficzny do reki.
     Jakieś pięć lat temu, szukając zdjęć do tworzonej strony, przez przypadek trafiłem na ten portal. Odpowiednich do moich potrzeb zdjęć nie znalazłem, ale kilka godzin buszowania po portfoliach różnych autorów sprawiło, że powiedziałem sobie — „też tak chcę”.
Dziwne było to, że najpierw kupiłem cyfrę — pamiętna Minolta7i. Aparat ten miał dwie zalety — sprawił, że
  1. naprawde połknąłem bakcyla fotografowania
  2. zobaczyłem, że cyfra jednak narzuca straszne ograniczenia co pchnęło mnie do zakupu Pierwszego Prawidzwego Aparatu o szumnej nazwie PentaconSix.
     Wspominam z uśmiechem te początki — wspaniały obraz na matówce, pierwsze nieautomatyczne ustalanie ekspozycji, dreszcz emocji w czasie zakładania filmów do koreksu, skrupulatność przy wywoływaniu objawiająca sie wielokrotnym sprawdzaniem temperatury i ślęczeniem ze wzrokiem wbitym w wskazówke sekundnika. No i oczywiście Pierwszy Samodzielnie Wywołany Film.
Tak. Cała ta analogowa zabawa, to pełne niepewności oczekiwanie na rezultat wzięły mnie całkowicie.
     W międzyczasie miałem przyjemność poznać StefanaL (portfolio), który pokazał mi jak wielka siła i jakie piękno tkwią w prostocie użytych środków, który podczas wielu rozmów (podczas jednej z nich powstała seria Za osiem szósta) pozwolił mi odkryć fotografie Sieff'a, Burri, Capy, Bischofa. Pokazał całą przewrotność Fotografii Henri Cartier — Bresson, Roberta Doisneau. I za to bardzo dziękuję.

Potem już poszło samo... I takim to sposobem bez aparatu się nie ruszam...
PS
     Dziękuję za informacje o koniecznych poprawkach związanych z tytułem strony, słowami kluczowymi, etc. — postaram się z tym jak najszybciej uwinąć.
Podobnie problem jest z odmianą słówka komentarze — ale to chyba zostawię sobie na poźniej.
Raz jeszcze dziekuję za zwrócenie mi uwagi na rzeczy, które mi umknęły.

Środa, 28 Stycznia 2009

Demonstracja Solidarności z Palestyńczykami.

trochę tekstu, galeria, reportaż, portret uliczny
     „Czyli o wyborach słów parę” chciałoby się dopisać. Wyborach dwojakich — bo sama sprawa izraelskiej interwencji zbrojnej w Strefie Gazy nie jest jednoznaczną, a z drugiej strony stanąłem dzisiaj przed dużym, dla mnie problemem selekcji kilku zdjęć z całej masy, którą udało mi się zrobić.
Ale od początku. Trwający od trzech tygodni konflikt izraelsko-palestyński przyniósł ponad 1000 ofiar śmiertelnych po stronie Palestyńskiej, 5 tys. osób zostało rannych. Po stronie izraelskiej miało zginąć 10 żołnierzy i trzech cywilów. Zbrojna interwencja Izraela sprawiła, że w wielu miastach Europy zorganizowane zostały demonstracje poparcia raz dla jednej, raz dla drugiej strony.
     10tego stycznia w Warszawie spod Ambasady Palestyńskiej wyruszyła Demonstracja Solidarności z Palestyńczykami zorganizowana przez Inicjatywę "Stop Wojnie" i Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Palestyńskiej.
     Pod flagami Autonomii Palestyńskiej i transparentami z hasłami: „Wolność dla Palestyny, Stop rzezi Gazy”, „Izrael dokonuje masowego mordu”, z okrzykami „Wolna Palestyna!”, „Peres oddaj Nobla”, „Barack terrorysta”, „Stop wojnie w Palestynie, więcej dzieci niech nie ginie!” oraz „Allah akbar!” uczestnicy przeszli najpierw pod Ośrodek Informacji ONZ, by manifestacją pod Ambasadą Izraela zakończyć demonstrację.
„Świat milczy, a Palestyńczycy giną; rzeź w Gazie trwa, masakra zwykłych, niewinnych ludzi nie ma końca. Palestyńczycy są od wielu lat okupowani przez Izrael, żyją w codziennym poniżeniu. Dlatego w pełni solidaryzujemy się z nimi” — mówił przedstawiciel Inicjatywy Stop Wojnie.
„Z okupantami nie ma pokoju. Wasza solidarność dzisiaj pomaga naszemu narodowi i wspiera go w staraniach o wolność” — Ambasador Palestyny w Polsce Hafez Al Nimer.

     Tyle wstępu. A czemu napisałem o wyborach? Zacznę od bardziej prozaicznego — w trakcie Demonstracji pofolgowałem sobie z robieniem zdjęć — całe 2 filmy, całe 72 klatki. Powrót do domu, 45 minut niepewności podczas wywoływania — „Czy coś wyjdzie? Czy nie było zbyt ciemno? Czy dobrze błysnąłem lampą? Czy doświetliłem drugi plan? Czy... Czy...” — i tak w kółko...
Potem, już trochę spokojniejszy, wrzuciłem jeszcze wilgotne i pozwijane FujiNeopany na skaner i zaczęła się selekcja. Z 72 zdjęć, po odrzuceniu wszystkich śmieci, czyli kompletnie nieostrych, bardzo źle naświetlonych, z motywem/kompozycją kompletnie do niczego, zostało 57.
Zdecydowanie zbyt wiele...
Więc wracam do katalogu. Przeglądam wolniej pozostałe zdjęcia i usuwam wszystkie zdjęcia „bez ikry”, selekcjonuję te wykonane w niewielkim odstępie czasu.
Pozostały 34. Problem, który pojawia się zawsze, gdy zrobię więcej klatek — jakimi kryteriami kierować się przy wyborze najlepszych z nich? Jak w praktyce przeprowadzić selekcję? Jak obiektywnie wybrać dobre zdjęcia?
     Nie potrafię podejść z większym dystansem, szczególnie, gdy pamiętam te ujęcia, z którymi wiązałem największe nadzieje. Nie potrafię przeprowadzić selekcji nie tylko na podstawie poprawności, ale również tematu i jego różnorodnego ujęcia. Nie potrafię stworzyć krótkiego opowiadania, które pokazałoby to, co najciekawsze i najbardziej różnorodne.
     Poniżej zamieszczam wszystkie trzydzieści cztery zdjęcia, które wybrałem z tej masy klatek. Może kiedyś złapię dystans, który umożliwi mi pozostawienie pięciu fotografii, z których będę w pełni zadowolony. Teraz podobają się mi sie wszystkie. To wszystko sprawia, że doceniam prace fotoedytorów.
Demonstracja Solidarności z Palestyńczykami
źródło: www.sobanek.com
     Drugim wyborem, przed którym stanąłem był ten poważniejszy — z którą ze stron konfliktu mógłbym się solidaryzować? Która z nich dysponuje argumentami mogącymi mnie przekonać?
Powiem szczerze — nie potrafię odpowiedzieć na te pytania. Nie umiem opowiedzieć się po żadnej z nich.
Zarówno argumenty strony izraelskiej — o potrzebie ochrony granic i obywateli przed atakami fundamentalistów, jak i Palestyńczyków zamkniętych w getcie (ponury żart historii — więźniowie stali się strażnikami a jedyna różnica to 70 lat dzielących obydwa wydarzenia) tłumaczących ataki walką o wolność i niepodległość.
     A jednak spróbuję odpowiedzieć na pytanie, które sobie postawiłem, bo jest grupa, z którą mogę się solidaryzować. Rosnąca rzesza osób poszkodowanych przez populistyczne decyzje polityków i wojskowych, osób tak nasiąkłych nienawiścią, że trzeba będzie pokoleń, by emocje związane z aktualnymi wydarzeniami opadły. Ludzi wykorzystywanych przez Hamas jako żywe tarcze. Ludzi tak zindoktrynowanych, że wysadzają się w powietrze z nadzieją zabicia jak największej liczby innych, masakrowanych w trakcie ostrzału armii izraelskiej, umierających z powodu braku pomocy (wszak pomoc humanitarna została zatrzymana na granicy).
     Nic nie usprawiedliwia interwencji Izraela, ale i nic nie może usprawiedliwić akcji Hamasu. Znalezienie rozwiązania obecnego konfliktu izraelsko — palestyńskiego wymaga dobrej woli obydwu stron, bo obie są winne.
     Przewodniczący Papieskiej Rady Iustitia et Pax (Sprawiedliwość i Pokój) kardynał Renato Martino wypowiedział słowa, które bardzo dobrze oddają sytuacje: „Izraelczycy i Palestyńczycy są synami tej samej ziemi i trzeba ich rozdzielić, jak zrobiłoby się to w przypadku dwóch braci”.
Lecz Świat tego jednak nie rozumie — bądź nie chce rozumieć. Jeśli oni nie są w stanie się porozumieć, ktoś inny powinien poczuć się do obowiązku mediacji, wykraczającej poza puste słowa przedstawicieli nic już nie wartej Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Świat nie może stać i patrzeć i nic nie robić.

PS
     Tego samego dnia na Placu Zamkowym rozpoczęła się manifestacja solidarności z Izraelem, organizowana przez Gminę Wyznaniową Żydowską w Warszawie, Stowarzyszenie Midrasz, Chrześcijański Kościół Reformacyjny oraz Fundację Nadzieja dla Przyszłości.
Niestety gdy dotarłem na miejsce kończyła się już modlitwa o pokój, po której manifestanci rozeszli się.
     Jednak wrażenia miałem mieszane — mniej było tutaj autentyczności, spontaniczności i jak gdyby mniej było prawdziwych emocji... No i oczywiście w miejscu tak eksponowanym, w świetle jupiterów (była telewizja, radio) nie mogło zabraknąć tak zwanych gwiazd (tych od cyrku, lodu i tańców).
Dla mnie miało to bardzo mało wspólnego z demonstracją antywojenną... A moze byłem tam po prostu zbyt krótko...

Czwartek, 29 Stycznia 2009

Wszystkich Świętych poprzedniego roku

galeria, street, portret uliczny
     Z aparatem w poszukiwaniu grobów dalekiej rodziny. Daleko od domu.
Dziwne święto. Jest to jedyny dzień w roku, który skłania nas do wspomnień o zmarłych, do zadumy i refleksji. W pewnym sensie ukazuje prawdziwe więzi rodzinne.

     Zdjęcia z warszawskiego Cmentarza Wojskowego przy ul. Powązkowskiej.
Bez fotografowania gwiazdeczek kwestujących tam, gdzie może je złapać oko kamery.
Święto Wszystkich Świętych Warszawa 2008
źródło: www.sobanek.com

Sobota, 31 Stycznia 2009

Ciągle pada...

galeria, krajobraz, czarno - białe
     Przeglądałem dzisiaj stare skany... Szukałem czegoś interesującego, jakiegoś zapomnianego zdjęcia. Na swoje nieszczęście trafiłem na stare, to już dwa lata minęły, zdjęcia z krótkiego wypadu do Jury Krakowsko — Częstochowskiej.
     Upalny lipiec, słoneczny dzień, niesamowite miejsca... A za oknem? Ehhh... Szkoda gadać.
Jura Krakowsko — Częstochowska
źródło: www.sobanek.com
« poprzedni miesiąc | następny miesiąc »