Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Tomek — Miejsce niemal idealne. Zdjęcie super.
  2. Anettt — Świetne jest.
  3. Bartosz — Dziękuję :) Miło mi to czytać :)
  4. Piotr — I tego właśnie szukam w fotografii. Zachwytu nad drobiazgami. Cz/b takiego efektu by...
  5. Bartosz — Już niedługo na blogu :)
  6. Paulina — Witam, a dokąd tym razem?
  7. Piotr — Jak zawsze - podziwiam. Świetne zdjęcia, tekst też trzyma poziom. Podoba mi się pomysł...
  8. Didimos — Czymam kciuki
  9. Astarte — Czyta :)
  10. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Sobota, 13 Lutego 2010

Krwi! Czyli World Press Photo 2010

trochę tekstu, World Press Photo
     Miałem spędzić dzisiejszy dzień z dala od komputerów. Złamałem się zaraz po tym, gdy zobaczyłem początek dzisiejszego wydania ponoć najpopularniejszego programu informacyjnego w telewizji, której zadaniem jest misyjne niesienie kaganka oświaty. Otóż spełniając swój zaszczytny obowiązek stacja ta wyemitowała pełen zapis tragicznego przejazdu gruzińskiego saneczkarza Nodara Kumaritaszwiliego. Ze szczegółami. Dobrze, że nie było zbliżeń i zwolnienia taśmy wraz z fachowym komentarzem o obrażeniach w danej chwili.
     Od razu przed oczami staje mi publikacja, z maja 2004 roku, gdy pewien tabloid (pozwolę sobie w tym przypadku na nowomowę, chociaż w tym wypadku bardziej właściwym byłoby określenie „szmatławiec”) opublikował zdjęcia zamordowanego pod Bagdadem Władysława Milewicza. Wtedy jednak nikt nie miał skrupułów by prezentować na niemalże całej stronie zbliżenia.

     Rozumiem, że brutalizacja przekazu medialnego narasta w zastraszającym tempie. Zdaję sobie sprawę, że tłuszcza żąda seksu i krwi. Ale na Boga, jeśli uznana światowa organizacja, która od 1955 roku rozdaje nagrody na najlepsze zdjęcia prasowe, spełnia żądania tłuszczy i daje nagrody za ordynarne, brutalne obrazy to znaczy, że chyba coś z tym światem jest nie tak.Wybaczcie, ale zdjęcia, które można znaleźć wśród nagrodzonych w tegorocznym konkursie World Press Photo budzą moją odrazę i sprzeciw. Oczywiście, nie mówię o wszystkich kategoriach, gdyż wśród fotografii prezentowanych w kategorii Sport Features, Sport Action bądź Nature znajdują się prawdziwe perełki. Jednakże scena ukamienowania z Somalii (General News) pokazana ze wszelkimi detalami, w pełnym kolorze, robiona serią, stanowi przekroczenie pewnej granicy.
     Ja rozumiem doskonale, że Świat, w jakim przyszło nam żyć nie jest cukierkowy. Jednakże sposób pokazywania ludzkich tragedii, hektolitrów krwi, zmasakrowanych zwłok jest dla mnie chory i obrazujący zezwierzęcenie ludzi. Zarówno dopuszczających się takich mordów, jak również pstrykaczy (fotograf jest mianem, którego są niegodni), z fascynacją rejestrujących te czyny, oraz fotoedytorów, którzy dopuszczają takie zdjęcia do publikacji. Zwyrodnienie to jak widać dotknęło także jurorów tegorocznego konkursu WPP.

     Osoby, które mnie znają, w tym momencie mogą poczuć się zdziwione, gdyż wielokrotnie powtarzałem, że jeśli tylko miałbym taką możliwość to zamieniłbym nudną pracę w działce IT na podróżowanie w strefy zapalne, w rejony konfliktów bądź klęsk żywiołowych po to by robić zdjęcia, opisywać, jak by nie było, ludzkie tragedie. Ale marzeniem moim jest reportaż w stylu McCullin'a, Sebastiao Salgado, Steve'a McCurry bądź Roberta Capy. Stonowane historie, opowiedziane ludzkimi twarzami, zarejestrowanym spojrzeniem. Bez potoków krwi, bądź ludzi trzymających własne wnętrzności.

     Ja naprawdę chciałbym wierzyć, że istnieje jeszcze na rynku prasowym zapotrzebowanie na prawdziwy reportaż, w którym główną rolę gra żywy człowiek a nie jego zwłoki rozwleczone na ulicy.

Ale aby nie było tak zgorzkniale chciałem podzielić się z Wami nagrodzonymi w WPP 2010 pracami, które mnie oczarowały:
loosi
 
15 Lutego 2010 07:16
Nie zgadzam się z Tobą i Twoimi opiniami. Po to jest ta możliwośc reporterska i możliwosc fotografowania wszystkiego co jest związane z radosnymi chwilami w życiu człowieka i tragediami też. A fotografie obrazujące w/g Ciebie brutalizację świata, grozę, śmierc, są tak samo ważne jak te, które przedstawiąją świat i wydarzenia pozytywnie,pieknie.To zróżnicowanie daje nam mozliwosc rzeczywistego spojrzenia na życie i niestety - na smierc również.
15 Lutego 2010 07:25
Ale ja wcale tego nie neguję!
Po prostu mierzi mnie gdy na pierwszych stronach gazet widzę rzekę krwi - człowieka sfotografowanego w trakcie ukamienowania, człowieka próbującego przytrzymać własne wnętrzności, bądź którego zwłoki rozwleczone są po ulicy. Przecież temat można ująć zupełnie inaczej - bez zbliżeń "mięsa". Zbliżeń, które absolutnie nic nie wnoszą do opowiadanych historii.
Wrócę jeszcze do cyklu z Sudanu - zastanawiałem się jak można by inaczej podejść do tematu. I chyba będąc tam zrobiłbym cykl zaczynający się od zakopywania nieszczęśnika a kończył na jego dłoni ubrudzonej pyłem i krwią. Ale zdjęcia pośrednie byłyby obrazami nienawiści na twarzach i szaleństwa mordu w oczach osób, które kamieniami rzucają. Szczególnie, że jak by nie było ale krew wzbudza w nas dosyć niskie instynkty...
Pozdrawiam
cortina
 
15 Lutego 2010 11:00
Masz rację loosi,takie obrazy trzeba pokazywać, ale z jakimś konkretnym komentarzem. Bez niego, jest to pożywka dla głodnego mocnych wrażeń tłumu. Dobra, nagrodzona fotografia, nawet ta drastyczna, musi zawierać jakieś elementy estetyczne. Moim zdaniem, ta ich nie posiada. Jest jak sądowe udokumentowanie zbrodni, bez żadnego głębszego przesłania, bez szacunku dla mordowanego czlowieka. Nie wiemy po czyjej stronie jest fotograf, oprawców czy ofiary... a swoją drogą, chciałabym wiedzieć co wtedy czuł...
15 Lutego 2010 11:38
Dla mnie przerażającym jest fakt, że istnieje popyt na takie obrazki... Zmasakrowane zwłoki są gwarantem lepszej sprzedaży. I ludzi nie obchodzi czy tragedia ma miejsce gdzieś na Świecie czy też na własnym podwórku.
Liczy się tylko i wyłącznie krew oraz obrazki masakr. Im drastyczniejsze - tym lepiej...
15 Lutego 2010 15:06
Może i takie zdjęcia to gwarancja lepszej sprzedaży, ale szczerze mówiąc olać to, bo zawsze wśród miliarda ludzi na świecie znajdzie sie ktoś kogo poruszy taka czy owa historia lub tragedia. I nawet jeśli tylko poruszy, to będzie znak, że ktoś zachował jeszcze ludzkie odczucia. Ludzie powinni zacząć dostrzegać drugiego człowieka, brutalność tego świata...mimo, że jest on taki, a nie inny. Wyjrzeć poza czubek swego nosa. Niech zdjęcia budzą odrazę, niech szokują....czasami o to chodzi, dzięki temu zapamiętamy ich obraz i może nie dopuścimy do podobnych tragedii. Osobiście jestem za pokazywaniem takich zdjęć. Zapomnieliśmy już o wojnie, żyjemy w spokojnym, niczym nie zagrożonym kraju, często nie zdajemy sobie sprawy z tego co dzieje się poza nami... chyba z przyzwyczajenia do luksusu jakim jest wolność.
15 Lutego 2010 16:23
Czy aby na pewno zdjęcia tego typu mają nam w czymś pomóc (wchodzicie na własna odpowiedzialność):
Ukamienowanie
Śmierć na chodniku
15 Lutego 2010 18:06
szczerze...tak!! A wiesz w czym? patrząc na te zdjęcia wierzę, że nie jestem głupim i obojętnym na ludzkie cierpienie człowiekiem, że ludzkie życie coś jeszcze dla mnie znaczy. I jeśli są tacy ludzie, którzy myślą podobnie to super!!!. Ja nie jestem NIESTETY w stanie im pomóc, ale jeżeli znajdzie się choć jeden człowiek, który po obejrzeniu tych zdjęć to uczyni, albo zmieni swoje okrutne podejście do drugiego człowieka, to będzie coś wielkiego. Jedno zdjęcie, jeden człowiek, jedno życie. Czasami to bardzo dużo. Dlatego uważam, że warto, choćby nie wiem jak zdjęcie było brutalne i odrażające!
Pozdrawiam:)
Julia
 
15 Lutego 2010 19:34
A ja mam mieszane uczucia. Od kilku lat oglądam wszystkie zdjęcia nagrodzone w WPP i nie pierwszy raz zaczęłam się zastanawiać czy robienie zdjęć przysypanemu gruzem dziecku (link) albo wspomnianej wyżej scenie kamienowania służy jedynie pokazaniu okrucieństwa, wyczuleniu ludzi na dany problem czy jest tylko prowokacją, ale taką, za którą idzie większa oglądalność = większy zysk. Nie wiem, czy w chwili śmierci chciałabym zobaczyć pochylającego się nade mną fotografa, choćby nie wiem jak zaszczytne były jego cele.
A z drugiej strony pokazywanie takich wydarzeń, takich obrazów jednak wpływa na wyobraźnię. Tzn. dla jednego będzie to tylko pożywką dla jego pierwotnych instynktów, ale dla innego - motorem działania; obudzi się w nim chęć zmiany i niesienia pomocy. Ja po oglądaniu nagrodzonych prac zawsze mam wrażenie, że jestem niewdzięczna za to, co mam, podczas gdy moje życie mogłoby być stałą walką o przetrwanie.
Nie wiem, jestem rozdarta.
rozmi
 
17 Lutego 2010 23:21
Trzy grosze dorzucę, choć rzadko zabieram głos w jakichkolwiek dyskusjach, a już szczególnie fotograficznych. Otóż moim zdaniem problem z pokazywaniem śmierci na zdjęciach konkursowych polega na tym ze są one konkursowe. Bardzo często zyskują status potencjalnych zdjęć konkursowych już w momencie kadrowania, jeszcze przed wyzwoleniem migawki. Ktoś patrzy w wizjer, komponuje głowę wystającą z gruzowiska idealnie. Buduje przecież kompozycję konkursową, zdjęcie musi być piękne, bo tylko takie zdobywają nagrody. Przecież to jest bardziej przerażające od samego tematu zdjęcia, tematu tragicznej śmierci, który w tej czy innej formie atakuje mnie dzisiaj w mediach z każdej strony. Misja profesjonalnej fotografii jako medium, które informuje i uświadamia moim zdaniem już się w tym kontekście wyczerpała. Dzisiaj PRAWIE WSZYSCY mają aparaty i tak naprawdę to bardziej przemawia do mnie zdjęcie czy video zrobione przez szarego świadka, amatora, którego w tym momencie nie interesuje kompozycja i konkurs tylko informacja. Pomijam już fakt że często fotoreporterzy biegają w bandach (zapewne z powodów bezpieczeństwa) i czasami pojawia się taka sytuacja jak w WPP2009, kiedy to dwóch różnych autorów miało na nagrodzonych zdjęciach tego samego Gruzina, w pomarańczowej kraciastej koszuli, który opłakuje śmierć brata. Nie winię fotoreporterów, mają prawo dokumentować co uważają za słuszne. Ale nagradzać śmierć, tworzyć w niej hierarchię piękna, to nie mieści mi się w głowie. Ten konkursowy pęd prowadzi także do skandalicznych nadużyć, aranżowania scen na których są martwe ciała, tak by ?zapięła się? konkursowa kompozycja.
Nieszczęście, biedę, wojny można pokazać w inny sposób, tak by ten konflikt piękna i tragedii nie raził, nie bulwersował. I wierzę, że wielu fotoreporterów tak właśnie robi. Ale to konkursowe jury tak naprawdę wyznacza trendy i trudno się potem dziwić że jest jak jest. No to teraz czekamy na Haiti ?
archi
 
04 Marca 2010 23:14
dla mnie też za dużo śmierci, tej w najgorszym wydaniu, potraktowanej bardzo przedmiotowo. Zgadzam się z Bartkiem/rozmi/Julią w tym poczuciu obrzydzenia do nadgorliwego potraktowania tematu. osobiście uważam, że śmierć potrafi również wstrząsnąć poprzez pokazanie jej skutków ubocznych takich jak smutku, zagubienia, czy strachu. Nie trzeba pokazywać dziesiątek zdjęć bladych zwłok, zakrwawionych twarzy, zmasakrowanych kończyn, żeby emocjonować. i tu rzeczywiście można zapłakać nad selekcją, która staje się konkursem bolących brzuchów, mdłości i obrzydzenia, zamiast festiwalem gęsiej skórki, szybciej bijącego serca i rozszerzonych źrenić. :)

P.S. dla mnie sesja z rzeźni tylko umacnia mnie w mojej opinii. twarze i spojrzenia tych stworzeń walą po twarzy mocniej niż hektolitry krwi na podłodze... świetne!

Powiązany wpis