Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)
  2. Bartosz — Dzięki ;) Mam nadzieję, że uda mi sie pokazać zdjęcia zapaśników. Taki suplement...
  3. karo — czyta :) i ma nadzieję, że pracujesz nad kolejną wystawą :)
  4. Piotr — Czyta, jasne że czyta. Reportaż zdjęciowy uzupełniony o dobre opisy to jest dopiero...
  5. trb — Tylko w ramach uzupełnienia - duża ilość dominant kolorystycznych spowodowana jest...
  6. karo — Kocham Twoje czarno-białe zdjęcia, ale to mnie przekornie urzekło :)
  7. trb — Powodem jest też to, że robiłem tak szerokim kątem. GO jest ogromna. Bronicę mam...
  8. trb — Wystawa raczej nie... Bylem zbyt krótko i nie mam dobrego materiału. Ale przymierzam...
  9. Piotr — Szczególnie w porównaniu z "przebierańcem", chociażby tym http://blog.sobanek.com/2009/Grudzien/SadhuIV.html...
  10. Piotr — Kurcze, kolejny temat na całkiem niezłą wystawę, co? Chociaż pewnie wielu by zainteresował...

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Sobota, 12 Listopada 2011

Przerwa? Już była!

galeria, czarno - białe, na błonce, abstrakcyjnie
     Obiecuję sobie solennie — od jutra nie rozstaję się z aparatem. Wracam do nawyku fotografowania bo odwyk mi nie służy! Więc spodziewajcie się powrotu czasów, gdy blog był aktualizowany z bardzo dużą częstotliwością.
A jutro zapraszam na zdjęcia z tak zwanego „Marszu Niepodległości” w Warszawie.
Warszawa, gdzieś na Powiślu
źródło: www.sobanek.com

Niedziela, 13 Listopada 2011

Święto Niepodległości

trochę tekstu, galeria, reportaż, street, czarno - białe, na błonce, Warszawa, nieudane
     Jak to jest możliwe? Jakim prawem dwie, marginalne i niezbyt liczne grupki ekstremistów zepsuły nasze wielkie i piękne święto? Jakim prawem je zawłaszczyły?
Przyznam się — miałem o tym nie pisać, ale gniew i rozczarowanie muszą znaleźć ujście. I nie jest to tylko gniew na łatwy do sterowania motłoch. Jestem rozczarowany postawą polityków, dziennikarzy i celebrytów zaangażowanych w działania po obu stronach policyjnego kordonu. I nie chodzi mi tylko o bezpośrednie uczestnictwo ale przede wszystkim o całą medialną otoczkę przed jedenastym listopada. Te wszystkie artykuły straszące niemiecka Antifą i budowaniem atmosfery oblężonej twierdzy Warszawa.
     Jeszcze raz zapytam, jakim prawem jedno z niewielu radosnych świąt naszego Narodu zamieniliście w jedną wielką rozróbę z racami, bijatykami i latającymi kamieniami? Dlaczego panowie Ziemkiewicz i Kukiz nie chcieli zauważyć, co przylepiło się do ich organizacji. Co roznosi odór i nie wygląda zbyt sympatycznie.
     Jednak żal i wściekłość kieruję również w drugą stronę. Panie i panowie lewicowcy — jakim prawem blokujecie legalny marsz? Czy naprawdę ideały demokracji i państwa prawa są wam tak odległe? Czy do waszych zakutych łbów nie może trafić, że ustrój w którym żyjemy pozwala na głoszenie różnych poglądów. Macie psi obowiązek tolerować istnienie waszych ideowych wrogów i respektować ich swobody. Kto dał wam prawo do cenzurowania, bo tym jest blokowanie czyich marszów. Możecie organizować swoje pochody ale blokady demonstracji waszych przeciwników jest cenzurą i przekroczeniem granic prawa. Chwalicie się tym, że prócz wybryku kilku kretynów zza naszej zachodniej granicy, zachowywaliście się spokojnie. Owszem — było spokojnie. Ale powiedzcie mi proszę, po co na pokojowej demonstracji kije, metalowe pręty, butelki pełne płynów i z szyjkami okręconymi szmatami. Po co zasłanialiście twarze?
     I takim to sposobem porozumienie lewicowo — nacjonalistyczne popsuło nam święto Dnia Niepodległości. Uczciliście je bijatykami, petardami i gazem łzawiącym. A najgorsze jest to, że zamieszki będą miały swój ciąg dalszy, bo przecież Manifa będzie już niedługo...
Święto Niepodległości - 11.11.11 Warszawa
     A teraz o fotach. Okazuje się, że z Fotografią nie jest jak z jazdą na rowerze. Po długiej przerwie ciężko jest znów wbić się w rytm. Instynkty przytępione postem nie podpowiadają odpowiedniego miejsca i kadru. Nie składałem się do ujęć tak jak kiedyś — musiałem szukać swojej perspektywy.
     A do tego popełniłem całą masę błędów. Począwszy od tego, że w ostatniej chwili wypakowałem z plecaka cyfrę pozostając tylko przy analogu i dwóch filmach. Zostawiłem w domu również nową lampę błyskową, zapasowe baterie i mały softbox. Zostałem ze starą ex580, która ładowała się po kilkanaście sekund.
Zignorowałem doświadczenie, które podpowiadało by trzymać się demonstracji prawicowej. W końcu w ich okolicach zawsze było najciekawiej. Po prostu zawierzyłem tekstom z GW, w których od miesiąca pisano o tym, że pojawią się bojówki Antify. I gdy rozpoczęły się zamieszki, nie byłem w stanie przedrzeć się w okolice najbardziej fotogeniczne.
     I największy błąd — z dopiero co napoczętą Provią w aparacie, pojechałem do domu, zamiast zrobić sobie mały spacerek w kierunku pomnika Dmowskiego.
No i efekt jest taki a nie inny. I moim zdaniem daleki od tego z demonstracji Palestyńczyków bądź marszu pakistańskiego.
Nieudane

Poniedziałek, 14 Listopada 2011

Rowery dwa.

galeria, street, czarno - białe, na błonce, Warszawa
     Dzisiaj skan z jakiejś zapomnianej kliszy.
Kurcze, zima się jeszcze nie zaczęła a ja już tęsknię za ciepłem i otaczającą mnie zielenią liści... Ale coż — jeszcze tylko sześć miesięcy i znów będzie fajnie...
Rowery dwa

Sobota, 26 Listopada 2011

Wakacyjne wspominki.

galeria, krajobraz, trochę koloru, cyfrowo, góry
     Gdy na zewnątrz szaro, deszczowo i chłodno postanowiłem na chwilę wrócić do wakacyjnego wypadu na polsko — czeskie pogranicze. I do miejsca, które w przyszłym roku będę chciał zdobyć na rowerze — szczytu Pradziada (1491 m n.p.m.).
Pradziad

Niedziela, 27 Listopada 2011

Mój przyjaciel kushti.

galeria, portret, czarno - białe, na błonce, kushti, Indie, Varanasi
     I znów wracam do mojej ulubionej serii indyjskich zapaśników — kushti. Jest to jedno z pierwszych zdjęć jakie zrobiłem w akharze w Varanasi.
Uzmysławia mi jak bardzo teksnię za tamtym krajem, jak bardzo chciałbym mieć możliwość by znów tam pojechać. Dziesiątki miejsc do odwiedzenia, plany fotograficzne, szkice kadrów zdjęć, których jeszcze nie miałem okazji zrobić. To wszystko siedzi gdzieś głęboko w mojej głowie i czeka na to, bym mógł te wszystkie marzenia zrealizować.
Kushti w Tulsi Ghat Akhara