Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Astarte — Czyta :)
  2. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)
  3. Bartosz — Dzięki ;) Mam nadzieję, że uda mi sie pokazać zdjęcia zapaśników. Taki suplement...
  4. karo — czyta :) i ma nadzieję, że pracujesz nad kolejną wystawą :)
  5. Piotr — Czyta, jasne że czyta. Reportaż zdjęciowy uzupełniony o dobre opisy to jest dopiero...
  6. trb — Tylko w ramach uzupełnienia - duża ilość dominant kolorystycznych spowodowana jest...
  7. karo — Kocham Twoje czarno-białe zdjęcia, ale to mnie przekornie urzekło :)
  8. trb — Powodem jest też to, że robiłem tak szerokim kątem. GO jest ogromna. Bronicę mam...
  9. trb — Wystawa raczej nie... Bylem zbyt krótko i nie mam dobrego materiału. Ale przymierzam...
  10. Piotr — Szczególnie w porównaniu z "przebierańcem", chociażby tym http://blog.sobanek.com/2009/Grudzien/SadhuIV.html...

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

« nowsze wpisy | starsze wpisy »

Piątek, 23 Czerwca 2017

Sadhu w Varanasi (historia Ganeśi).

czarno - białe, street, portret uliczny, cyfrowo, Indie, Sadhu, Varanasi, Canon 5D Mark II
     Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy zapaśnicy zawładnęli zupełnie blogiem. Co prawda był to główny temat mojego indyjskiego wyjazdu, jednak wydaje mi się, że przez to galeria robi się zbyt monotematyczna...
Zatem dzisiaj zapraszam Was do Varanasi, w okolice ghatu Lalita. Wielokrotnie każdego dnia mijałem sadhu siedzącego w cieniu wąskiej uliczki, przy niewielkiej kapliczce Ganeśi.
Varanasi.
I o samym Ganeśi słów kilka, bo niemalże każda historia z nim związana jest cudownie absurdalna.
     Bogini Parwati, nie mogąc doczekać się wystarczającej uwagi ze strony męża (boga Śiwy), ulepiła z woskowiny usznej (sic!) postać korpulentnego chłopca i tchnęła weń życie. Muszę tutaj przyznać, że z tą parą coś ewidentnie było nie tak, gdyż Ganeśa posiada brata — Skanda, który powstał tylko z boskiego nasienia bez udziału kobiety.
     Któregoś dnia Parwati brała kąpiel w jeziorze. Ganeśia siedział na brzegu i pilnował jej ubrania. Niestety w tym momencie nadszedł jej niesamowicie zazdrosny, a raczej przejawiający syndrom psa ogrodnika, mąż. W furii, że ktoś prócz niego ma możność oglądania nagiej bogini, ściął chłopcu głowę. Zrozpaczona Parwati poprosiła Śiwę o uratowanie synka i przywrócenie mu poprzedniej postaci. Śiwa, jako że jest tylko bogiem a nie cudotwórcą, nie miał takiej mocy, jednak obiecał, że przytwierdzi do korpusu Ganeśi głowę pierwszej istoty, jaka wyjdzie z lasu.
Z lasu wyłonił się słoń.

Środa, 21 Czerwca 2017

Siyaram Akhara, Kolkata.

czarno - białe, reportaż, cyfrowo, Indie, Kalkuta, kushti, Canon 5D Mark II
     Bohater dzisiejszego zdjęcia, Rahul, już raz pojawił się na blogu.
Tym razem długo zastanawiałem się nad wyborem wersji: czy zostawić w kolorze, czy też po konwersji na bw. Po konsultacjach (dziękuję!) postanowiłem zrezygnować z koloru. Mimo pewnych niuansów wersji oryginalnej to czerń i biel „gadają” mocniej.
Siyaram Akhara, Kolkata.

Wtorek, 20 Czerwca 2017

Here is the place where wrestlers are born made

trochę koloru, reportaż, cyfrowo, Indie, Delhi, kushti, Canon 5D Mark II, w drodze
      Mimo, że byłem w Indiach już miesiąc, to nadal miałem problemy z przyzwyczajeniem się do odmiennie postrzeganej kwestii czasu. I godzin spotkania. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Czekając na Deepaka (to jest prawdziwa osobistość — były zapaśnik i największy popularyzator kushti w Indiach) w okolicach stacji metra Arjan Garh ,poszedłem zobaczyć akharę Guru Shyamlal Aaya Nagar, z której zdjęcia pojawią się na blogu już niebawem.
     Gdy Deepak się pojawił wiedziałem już, że będzie wesoło. Czekała mnie szalona przejażdżka motorem po ulicach Delhi.

Dwa razy podchodziłem do samodzielnego podróżowania motorem po ulicach tej metropolii. Każda próba spaliła na panewce. Przyznaję się — w miastach samodzielnie mogę prowadzić tylko wczesnym porankiem, gdy ruch uliczny nie jest rwącą rzeką.

Po kilkunastu kilometrach ciągłego lawirowania pomiędzy innymi pojazdami dotarliśmy w końcu do celu. Przez niepozorną bramę w wysokim murze wchodzi się do zupełnie innego świata. Nagle jest się otoczonym tradycją i spokojem, który tak bardzo cechuje akhary. Wysoki mur odcina nawet od nieustannej kakofonii klaksonów i szumu pobliskich dróg...
Guru Jasram Ji Akhara, Harkesh Nagar, New Delhi
     Guru Jasram-ji akhadę, znajdującą się w południowym Delhi, można zaliczyć do grona największych i najbardziej znanych szkół zapaśniczych w Indiach. Akademia jest prowadzona przez ponad dziewięćdziesięcioletniego Guru Jasram, który wielokrotnie zdobywał tytuł na Bharat Kesari Dangal (największe zawody zapaśnicze w Indiach, w tym roku do głównej nagrody dołączono 1 crore — 10 milionów rupii, prawie 600 tysięcy złotych).
Guru Jasram Ji Akhara, Harkesh Nagar, New Delhi
     To właśnie ze względu na dawną karierę i osiągnięcia guru, szkoła cieszy się tak dużą popularnością. O wysokim poziomie tamtejszych zapasów może świadczyć również statystyka: akhara wychowała ośmiu zwycięzców Bharat Kesari, pięciu zapaśników startujących w zawodach międzynarodowych, sześciu laureatów ministerialnych nagród Arjuna przyznawanych za wybitne osiągnięcia sportowe i do tego dwóch wychowanków Jasram ji akhary otrzymało również nagrodę Dronacharya dla wyróżniających się trenerów.
Guru Jasram Ji Akhara, Harkesh Nagar, New Delhi
     Na chwilę obecną w szkole trenuje około stu zapaśników, z czego około czterdziestu mieszka na jej terenie (informacje te otrzymałem od samych zapaśników i trudno mi było je potwierdzić, jednak myślę, że dane te pochodzą z czasów świetności akhary). A niewiele brakło, by miejsce to, jak wiele innych akhar, zostało skazane na zapomnienie ze względu na brak dotacji rządowych i wsparcia sponsorów. Lecz duża ilość sukcesów osiąganych przez wychowanków tej akademii sprawiła, że w Sport Authority of India w końcu zdecydowało się zatrudnić trenera, który ma służyć pomocą guru. Również około dwudziestu zapaśników otrzymało wsparcie stypendialne. Mam nadzieję, że zabiegi te nie pozwolą zniknąć temu wyjątkowemu miejscu.
Guru Jasram Ji Akhara, Harkesh Nagar, New Delhi
     Guru, mimo podeszłego wieku stawia się codziennie w akharze: o 5 rano i 3 po południu i żelazną ręką pilnuje dyscypliny i reżimu treningowego ponad setki uczniów. Najlepsi z nich spędzają na treningach prawie 6 godzin 6 dni w tygodniu — prócz niedzieli, która w tej szkole jest dniem odpoczynku. Ćwiczenia zapaśnicze podzielone są na kilka faz, wśród których najważniejszą jest szlifowanie techniki w trakcie sparingów — latem na arenie glinianej, zimą na macie. Prócz tego dochodzą standardowe ćwiczenia z ciężarami (w tej akharze nie ma specjalnego pomieszczenia pełniącego funkcję siłowni), poranne bieganie, reżim dietetyczny. I dotyczy to wszystkich, zarówno czterdziestoletnich mężczyzn jak i najmłodszego, dziesięcioletniego adepta. No może poza tym reżimem żywieniowym dla „emerytowanych„ zapaśników.
Guru Jasram Ji Akhara, Harkesh Nagar, New Delhi
     W tej akhadzie nie ma i nie było nigdy kobiet. Tłumaczy się to brakiem „miejsca i niezbędnych udogodnień”.

PS

     I takim to sposobem na blogu pojawił się pięćsetny wpis. Same zdjęcia miały zaś przybliżyć Wam przebieg treningu a nie stanowić aspirację do wyjątkowych dzieł fotograficznych.
Ok, kończę i tak przydługi wpis.

Niedziela, 18 Czerwca 2017

Zdjęcie na niedzielę. Jodhpur.

trochę koloru, street, cyfrowo, Indie, Jodhpur, Canon 5D Mark II
     Jodhpur jest miastem w którym mógłbym zamieszkać. Poznałem tutaj wspaniałych ludzi (Anita, Sukesh & the gang, Caron) a samo miasto mnie urzekło...
Jodhpur
Dzisiejsze zdjęcie to efekt włóczęgi uliczkami błękitnego miasta — tak bez określonego celu. Po prostu by zobaczyć.

Sobota, 17 Czerwca 2017

Agrasen Ki Baoli, New Delhi

baoli, Canon 5D Mark II, Delhi, Indie, cyfrowo, architektura, czarno - białe
     Już kilka razy zabierałem Was do studni schodkowych. Tym razem zapraszam do New Delhi, gdzie niemalże w centrum miasta, tuż przy Connaught Place i komercyjnym centrum stolicy, trafiamy na baoli (lub bauri; słowem tym określa się świątynię wody lub studnię schodkową), ufundowana ponoć przez legendarnego króla Agrasena (taki indyjski król Krak; od jego imienia pochodzi też nazwa). Przebudowana została w XIV wieku uzyskując obecny kształt, który był dla mnie wielkim zaskoczeniem, gdy po raz pierwszy zobaczyłem to miejsce. Niczym nie przypominała wielkich otwartych zbiorników Jodhpuru, które najczęściej zbudowane były na planie kwadratu. Tutaj mamy do czynienia z wąskim na 15 metrów i długim na 60 metrów prostokątem, wgłąb którego schodzi się 104 schodami (liczyłem). Niestety dramatycznie obniżający się poziom wód gruntowych odsłonił całą konstrukcję, która powoli niszczeje zaanektowana przez gołębie i nietoperze.
Agrasen Ki Baoli, New Delhi
PS

     Ponoć ta studnia jest jednym z najbardziej nawiedzonych miejsc w Delhi. Ludzie mówią o tym, że schodząc coraz niżej czuli czyjąś obecność, coś podążało za nimi. Zresztą istnieje cała masa miejskich legend o czarnej wodzie, która miała wypełniać studnię i przyciągać samobójców skaczących w jej odmęty.
W tych historiach można doszukać się ziarna prawdy — schodząc coraz niżej czuje się różnicę temperatury i wilgotności. Do tego dochodzi efekt zbliżających się ścian i absolutnej ciszy.
Wcale się nie dziwię, że skumulowane efekty mogły wywołać efekt ducha u zabobonnych osób.
Drugim faktem są samobójstwa, które nie są piętnowane społecznie i których jest stosunkowo dużo. A studnie są metodą często wybieraną — sam byłem świadkiem wyławiania samobójczyni z Toorji Ka Jhalara..
« nowsze wpisy | starsze wpisy »