Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Piotr — Jak zawsze - podziwiam. Świetne zdjęcia, tekst też trzyma poziom. Podoba mi się pomysł...
  2. Didimos — Czymam kciuki
  3. Astarte — Czyta :)
  4. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)
  5. Bartosz — Dzięki ;) Mam nadzieję, że uda mi sie pokazać zdjęcia zapaśników. Taki suplement...
  6. karo — czyta :) i ma nadzieję, że pracujesz nad kolejną wystawą :)
  7. Piotr — Czyta, jasne że czyta. Reportaż zdjęciowy uzupełniony o dobre opisy to jest dopiero...
  8. trb — Tylko w ramach uzupełnienia - duża ilość dominant kolorystycznych spowodowana jest...
  9. karo — Kocham Twoje czarno-białe zdjęcia, ale to mnie przekornie urzekło :)
  10. trb — Powodem jest też to, że robiłem tak szerokim kątem. GO jest ogromna. Bronicę mam...

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

« nowsze wpisy | starsze wpisy »

Czwartek, 17 Sierpnia 2017

Długim czasem. Jeszcze raz.

czarno - białe, krajobraz, cyfrowo, długim czasem, Chmielno, Kaszuby, Canon 5D Mark II
     Jeszcze jedno zdjęcie na długim czasie. Ale chyba nie będę nimi zbyt długo Was zanudzał. Zostało jeszcze kilka kadrów z Indii.
Wielkie Łeba. Chmielno.

Środa, 16 Sierpnia 2017

Wielkie Łeba. Długim czasem.

Canon 5D Mark II, Kaszuby, Chmielno, długim czasem, cyfrowo, krajobraz, czarno - białe
     Niezbyt długi weekend właśnie się skończył... Dobrze, że udało się pobawić długimi ekspozycjami...
Wielkie Łeba. Chmielno.

Wtorek, 15 Sierpnia 2017

Dharmendra Kumar Yadav. Siyaram Akhara. Kolkata.

Canon 5D Mark II, Kalkuta, kushti, Indie, cyfrowo, portret, reportaż, trochę koloru
Dharmendra Kumar Yadav. Dwudziestojednolatek (wg bioramu na Facebook, bo na kartce jest dwa lata młodszy). Właściciel sklepu, a raczej małego straganiku z przekąskami, czajem i herbatą. Swoją przygodę z kushti rozpoczął w ieku szesnastu lat, marząc o przyłączeniu się do policji w Kalkucie.
Dharmendra Kumar Yadav. Siyaram Akhara. Kolkata.

Niedziela, 13 Sierpnia 2017

Ankit Rathore. Kalua Ustad Akhara. Agra.

trochę koloru, reportaż, portret, cyfrowo, Indie, kushti, Agra, Canon 5D Mark II
     Przez długi czas zastanawiałem się czy wybrać się do Agry. Po ostatniej, bardzo krótkiej wizycie miałem o tym mieście bardzo złe zdanie — było dla mnie ogromnym slumsem z jednym świetlistym punktem w postaci Taj Mahal. Jednak tuż przed wyjazdem, odezwał się do mnie jeden z zapaśników trenujących w tym mieście. Krótka wymiana zdań na Facebooku sprawiła, że zmieniłem zdanie i włączyłem Agrę do listy miejsc, w których chciałem szukać prawdziwych kushti. I była to jedna z najlepszych decyzji jakie podjąłem.
Do miasta przybyłem przed południem. Już sam widok dworca był dla mnie wielkim zaskoczeniem. Był czysty, z doskonale opisanymi wyjściami i rewelacyjną informacją. Co prawda zaraz po wyjściu z dworca trafiłem w tłum naganiaczy, ale nie był on tak agresywny jakim go zapamiętałem. Z marszu odrzuciłem koszmarnie drogie tuk-tuki i wsiadłem do taksówki. Kierowca, którego angielski był o niebo lepszy od mojego, wiózł mnie w kierunku obrzeży turystycznego centrum Agry — w okolicach bramy południowej znalazłem mały i bardzo tani hotel. Całą drogę zdziwiony przyglądałem się niewielkim parkom, które przycupnęły na poboczach drogi... Nie sądziłem, że miasto tak się zmieni. Kierowca, raz po raz wyrywał mnie z zadumy tłumacząc zmiany i zwracając uwagę na kolejne oazy zieleni wyłaniające się zza zakrętów.
Hotel, do którego prowadziło bardzo wąskie przejście, oczarował mnie dużym patio z rosnącym tam drzewem, w którego sięgających niemal czwartego piętra, gałęziach kotłowały się dziesiątki świergoczących ptaków. Ciemny, pamiętający lepsze czasy, pokój już tak bardzo nie zachwycił. Ale był relatywnie czysty i bez wielonożnych współlokatorów co w połączeniu z cichym wentylatorem sprawiło, że spełnił on moje niewygórowane wymagania.
Umówiliśmy się niedaleko mojego hotelu. Siedząc na murku obserwowałem przechodzących ludzi. W pewnym momencie moją uwagę zwrócił szeroki, biały uśmiech i zawadiackie spojrzenie. I tak oto poznałem Ankita.
Ten dziewiętnastoletni zapaśnik, klucząc wąskimi uliczkami i przejściami znanymi tylko mieszkańcom Agry zabrał mnie do swojej akhary. Co prawda był to dzień wolny od treningów, to jednak miejsce to oczarowało mnie architekturą i panującym tam spokojem. Widząc moją fascynację padło pytanie czy nie chcę zobaczyć lokalnego turnieju zapaśniczego — i tak zaczęła się nasza znajomość...
Teraz mogę powiedzieć, że cieszę się, że mogę nazwać go przyjacielem...
Ankit Rathore. Kalua Ustad Akhara. Agra.
I travelled to Agra knowing a contact in the local akhara (an academy of wrestling). A few weeks before I arrived in India one of wrestlers had written to me on Facebook. I will be honest — I didn't think about Agra as my travel's destination since that moment. When I was there last time, it was a dirty, unpleasant and crowd touristic place. But this message changed my plans. And it was one of the best what I did during this travel.

I arrived in Agra early morning and from the first steps on railway station I felt absolutely surprised. There was no tuk-tuk (three-wheels motorbike with wide sitting place after driver) or taxi touts! Station was clean and well-marked. Maybe my imprecision was so positive because last time, over ten years ago I saw this place at night and I didn't know reality of this country. But as I saw it is possible to get first impression twice.
Because there was no available Uber cars I took a taxi (I don't understand why tuk-tuks are so expensive!) to the southern gate of Taj Mahal where I was hoping to find cheap hotel. During the travel from station I was observing the town. Observing and I couldn't believe that this is the same place I saw long time ago. Streets were clean, there was no pungent smoke in the air, lots of grassy yards, gardens, or small parks was showing from behind bends. It was different Agra I remembered. Digression: a few days later I found old Agra, when I had to go to outskirts of the city to catch bus to Jodhpur. There was a smoke and lots of trashes. But centre of Agra is well prepared for a tourists' money.
Fortunately, it was out the touristic season so I found very small and dark room in an old hotel. I chose it because there was wonderful view on Taj Mahal (not illuminated) from the restaurant on the roof and because amazing garden patio full of tweeting birds.

We arranged a meeting close to my hotel and a one hour after my arrival to Agra I met Ankit Rathore. The nineteen-years-old wrestler, the son of wrestler. First what I remember I saw it was his white wide smile and rakish look. He took me by labyrinth of narrow streets to the western gate of Taj and next, to the Shamshan Ghat where I first time saw beautiful Kalua Ustad akhara. Unfortunately, it was almost empty — it was a day without training. But Ankit proposed to take me with him and wrestlers from his school to the close village. They were going to fight in dangal — the traditional Indian wrestling tournament. For me this proposition was amazing, I wanted to see something outstanding and unknown, so I agreed immediately.
The rest of the gang was gathered slowly. They arrived on motorbikes. And they decided to seat me as a three person on the motor sit. Never, ever before I was not so close to another guy buttocks without embarrassment. Now I can laugh but then I was so terrified when we were rushing on the streets in din of horns and screaming...
That was the beginning... I saw dangal, I consulted my knowledge about kushti with him, finally I returned to Agra in the last day of my stay in India. I wanted to see training of this group of wrestlers. And now I can say, that this young pahlwan (wrestler) is a shining star in that school. His determination, talent and hard work paying off his amazing skills and physical condition. I wish to see him one day winning the state- and maybe in country-level tournaments...
I am happy I can call him a friend of mine.

Wtorek, 08 Sierpnia 2017

Akhilesh Mahto. Siyaram Akhara. Kolkata.

trochę koloru, reportaż, portret, cyfrowo, Indie, kushti, Kalkuta, Canon 5D Mark II
     Wracam do portretu portretów zapaśników. Serii, którą zacząłem realizować podczas pobytu w akharze Siyaram w Kalkucie.
Dzisiaj chciałem Wam przedstawić Akhilesha Mahto (imię Akhilesh ponoć oznacza niezniszczalnego lub władcę wszechświata i w sposób jednoznaczny określa religię — hinduizm). Ten szesnastolatek zaczął trening zapasów aby poprawić swoją kondycję. Rahul napisał, że zaczął treningi mając pięć lat. Jednak ja skłaniałbym się ku temu, by napisać, iż trenuje od pięciu lat.
Akhilesh Mahto. Siyaram Akhara. Kolkata.


Rahul, bhai of mine — thank you for your time! Without your help I couldn't carry out this series.
« nowsze wpisy | starsze wpisy »