Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Piotr — Jak zawsze - podziwiam. Świetne zdjęcia, tekst też trzyma poziom. Podoba mi się pomysł...
  2. Didimos — Czymam kciuki
  3. Astarte — Czyta :)
  4. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)
  5. Bartosz — Dzięki ;) Mam nadzieję, że uda mi sie pokazać zdjęcia zapaśników. Taki suplement...
  6. karo — czyta :) i ma nadzieję, że pracujesz nad kolejną wystawą :)
  7. Piotr — Czyta, jasne że czyta. Reportaż zdjęciowy uzupełniony o dobre opisy to jest dopiero...
  8. trb — Tylko w ramach uzupełnienia - duża ilość dominant kolorystycznych spowodowana jest...
  9. karo — Kocham Twoje czarno-białe zdjęcia, ale to mnie przekornie urzekło :)
  10. trb — Powodem jest też to, że robiłem tak szerokim kątem. GO jest ogromna. Bronicę mam...

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Wtorek, 01 Grudnia 2009

Zdjęcie. I nic więcej.

wyprawa, Indie, Nepal, Pokhara, galeria, czarno - białe, na błonce
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie
Indie/Nepal - wrzesien 2009
źródło: www.sobanek.com
W okolicach Pokhary

Czwartek, 03 Grudnia 2009

Sadhu. Świętość na sprzedaż.

trochę tekstu, wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, Sadhu, Paśupatinath, Patan
     Tłum nagle ustępuje. Przed chwilą jeszcze trudno było utrzymać wybrany kurs, nie dać się porwać ludzkim falom. Nagle się to kończy i nieśpiesznie wkraczamy na Durbar Square Patanu.
     Dzieci grupkami zmierzające do szkoły, staruszkowie siedzący w cieniu świątyń, sprzedawcy jeszcze nienachalnie zachwalający wyłożone na straganach towary, nosiciele wody. W ostrych promieniach Słońca rozpędzających nocny, górski, rześki chłód centrum miasta powoli budzi się do życia.
     Wśród ludzi zajętych własnym życiem, codziennymi obowiązkami, kompletnie niezwracającymi uwagi na turystów powstaje małe zamieszanie. Grupka przebierańców zobaczyła białasów. Gestami, nawoływaniem (wśród Hindusów jest to oznaka kompletnego braku dobrego wychowania!) stara się zwrócić na siebie naszą uwagę. Pawie pióra powtykane w peruki udające dźati, jeszcze wilgotne malunki na twarzy, dziwaczne stroje. — Sadhu! — rzuca ktoś z boku.
Nie tym razem, moi drodzy. Niestety fakt, że prawdziwy Baba stał się atrakcją przyjezdnych zaopatrzonych w aparaty fotograficzne i, co ważniejsze, w zasobne portfele sprawił, że udawanie Świętych Mężów stało się popularnym i łatwym sposobem zarobkowania. Cudacznie ubrani i wystylizowani mężczyźni siedzą w turystycznie atrakcyjnych miejscach i nagabują o zdjęcia. Nic za darmo, rzecz jasna. Widząc ich w jednej chwili ulatuje nimb tajemniczości i świętości pozostawiając tanie jarmarczne widowisko.

Swojego przebierańca sfotografowałem za darmo pomimo jego głośnego i natrętnego domagania się pieniędzy.
— Skoro jesteś taki święty i za nic masz ten ziemski padół, to po cholerę ci kasa?
Owszem, zdarzało mi się dawać pieniądze ale nie gdy ktoś tak nachalnie próbuje je ode mnie wyciągnąć.
"Sadhu" w Patanie

     Podczas mojej pierwszej, późnowieczornej wizyty w Paśupatinath zobaczyłem inny obrazek. I szczerze mówiąc nie wiem co o tym sądzić... Sadhu z zegarkiem na ręce, rozmawiający przez telefon. Nie domagający się kasy za to, że złapałem go w kadr. Bo musiałem zrobić to zdjęcie. Ze względu na kontrast, który w dalszym ciągu nie mieści mi się w głowie.
     Baba skończył rozmowę, zaprzeczył gdy wyciągnąłem pieniądze, pobłogosławił, zabrał kolegę i zniknął wśród dziesiątek maleńkich świątyń Sziwy.
"Sadhu" w Paśupatinath
     Zdjęcie to jest straszliwie ciągnięte — panował już półmrok a ja w kasecie miałem tylko przeterminowanego Neopana. Gdy jest świeży, nie ma problemów z wyciągnięciem półtonów, nawet gdy fotografia jest zrobiona przy słabych warunkach oświetleniowych. Niestety, gdy przekroczy się datę ważności zaczynają się schody.

Sobota, 05 Grudnia 2009

W konwersji siła. A może i nie.

trochę tekstu, wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, cyfrowo, Patan
     Tłum nagle ustępuje. Przed chwilą jeszcze trudno było utrzymać wybrany kurs, nie dać się porwać ludzkim falom. Nagle się to kończy i nieśpiesznie wkraczamy na Durbar Square Patanu.
Ale to już było — więc dzisiaj tylko zdjęcie w formie uzupełnienia.
Indie/Nepal - wrzesien 2009
źródło: www.sobanek.com
Durbar Square w Patanie

     Miałem nie pisać o technikaliach ale tym razem nie mogę się powstrzymać, gdyż przygotowanie (wywołanie?) tego zdjęcia nasunęło mi kilka spostrzeżeń. Ale od początku i być może od kluczowej sprawy: to jest fotografia cyfrowa — Canon 5d Mark II z obiektywem 24-105/4L przy czułości ISO400. Oczywiście zrobione w formacie RAW.
     I teraz zaczyna się najlepsze: cały proces obróbki zdjęcia trwał krótko, bez porównania krócej niż zabawa ze skanami ze średniego formatu! Co więcej, nie sądzę by udało mi się uzyskać taki efekt z kliszy. Nawet bawiąc się maskowaniem i gradacjami pod powiększalnikiem.
Miło czasami być zaskoczony widząc efekt kilkunastu kliknięć! Kilkunastu!

     Rozpiętość tonalna sceny, kontrast tonów pośrednich, ilość szczegółów w światłach i cieniach oraz ich czystość zaskoczyła mnie zupełnie.
     Moim zdaniem fotografia cyfrowa otworzyła zupełnie nowy rozdział w fotografii czarno białej. Ogrom możliwości jakie niesie ze sobą konwersja kolor — B&W sprawia, że pewne fotografie, które w erze przedcyfrowej pozostawały tylko w sferze marzeń stały się możliwe do wykonania.
     Być może, część osób powie, że z fotografią czarno — białą nierozerwalnie wiąże się ziarno. Dla mnie brak koloru jest tylko drogą ułatwiającą analizowanie fotografii a brak ziarna, doskonała ostrość i „perfekcja” obrazu nie osłabia siły oddziaływania lecz sprawia, że główny motyw zdjęcia, kompozycja bądź historia są mocniej zaakcentowane, mniej zawoalowane, czytelniejsze.
     Oczywiście zalew cyfrowych i masowo produkowanych obrazków sprawia, że puryści jedynej i prawdziwej Fotografii uważają, iż cyfra nie nadaje się do niczego poza prostymi glamuraktami. Ale skoro mój Niedościgniony Mistrz może, to czemu ja nie.

PS
     I jako podsumowanie — zobaczcie wskazówki Richarda Avedona skierowane do jego printerów.
Wskazówki Avedona (via the New Shelton wet/dry)

Wtorek, 08 Grudnia 2009

Zdjęcie.

wyprawa, Indie, Nepal, Paśupatinath, galeria, czarno - białe, na błonce
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie
Bramin spotkany w Paśupatinath

Czwartek, 10 Grudnia 2009

Benares. Kolejne podejście

trochę tekstu, wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, Varanasi, Ganges
     Dzisiaj po raz kolejny zabierałem się do spisania wspomnień z krótkiego pobytu w Varanasi... I wciąż nie potrafię ująć w słowa tego co wtedy przeżyłem, co poczułem... Więc dzisiaj tylko zdjęcie — znad brzegów Gangi.
Varanasi. Nad brzegiem Gangi

Sobota, 19 Grudnia 2009

Czasobrak

trochę tekstu, wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, Varanasi, Ganges
Dlatego też tylko zdjęcie...
Wszystko wskazuje, że nie uda mi się dobić do setki wpisów w tym roku...
Na ghatach w Varanasi
No chyba, że... zmienię pracę.

Czwartek, 31 Grudnia 2009

Noworoczne życzenia

trochę tekstu, wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, Varanasi, Ganges
     Kończy się 2009 rok... I mija pełne 365 dni od kiedy zdecydowałem się na posiadanie własnego miejsca w sieci...
     Bardzo chciałem Wam, moim gościom, podziękować za to, że wytrwaliście w odwiedzinach i obserwacji tej witryny...
     I od razu chciałem podjąć kilka postanowień na nadchodzący rok. W formie cicho szeptanych życzeń.Życzę sobie mieć więcej czasu na wszelkie pozazawodowe formy aktywności. Tego, by dzięki temu blog rozwijał się dynamiczniej — bym w końcu znalazł chwilę na prezentację technikaliów w postaci testów sprzętu (obiektywy wciąż czekają), by pojawiły się relacje w wyjazdów w formie na żywo, słane smsami, by te wyjazdy doszły do skutku, a ich efekty posłużyły do stworzenia relacji, które z chęcią będziecie czytać...
     Życzę sobie by nadchodzący rok pozwolił wrócić do Indii „liźniętych przez szybę” — znów zobaczyć pudźę na ghatach w Varanasi, włóczyć się brudnymi i wiecznie ciemnymi uliczkami tego miasta, zobaczyć Kalkutę wraz z pobliskim ujściem Gangesu, dotrzeć samodzielnie na wschód, do wciśniętego pomiędzy Birmę a Bangladesz Mizoramu... By udało mi się pokazać Wam kawałek Birmy...
     A być może także moje największe marzenie: sudańsko — ugadnyjskie pograniczne odbudowujące się po bestialstwach Bożej Armii Kony'ego...
I do tej niewielkiej porcji postanowień chciałbym dołożyć kurs obróbki fotografii — by nie męczyć się przy takich, jak poniższe, zdjęciach. I by efekty były lepsze...
Indie/Nepal - wrzesien 2009
źródło: www.sobanek.com
Na ghatach w Varanasi
A Wam wszystkim chciałem życzyć by nadchodzący rok okazał się lepszy niż mijający...