Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em
ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. krzysiek — Gratuluję wspaniałego "patrzenia"!!!
  2. pomi — Gratulacje!Nie za dużo tych ZD :P
  3. trb — Już poprawione :) Dzięki - nie zwróciłem uwagi :)
  4. K — Daty Ci sie pomylily.
  5. Anna — Świetna fotka, pięknie korzystasz z dostępnego światła. Ładnie komponujesz - podoba...
  6. Kaha — świetne photo story:)
  7. anioł — I to jest błąd wielu ale brawo za blog gratuluje!
  8. trb — Bardzo Wam dziękuję. Za miłe słowa. I za to, że chciało Wam się zostawić ślad...
  9. T. — Cieszę się ogromnie z faktu ,iż trafiłam TUTAJ :) Czytałam,czytałam...i delektowałam...
  10. trb — Trzymaj zatem mocno kciuki! Żeby wszystko się udało :)

Zobacz wszystkie...

Poniedziałek, 01 Marca 2010

Delhi. Ostatki.

trochę tekstu, galeria, wyprawa, Indie, Nepal, portret uliczny, czarno - białe, na błonce, Delhi
„Kolejne bezimienne, zamknięte w celuloidowych ramach, twarze spoglądają na mnie z suszących się filmów. Żadnych sytuacji, szerszych planów — same portrety w zbliżeniu. Wszystkie podobne. Detale zacierające się w tej mozaice. Żadnych historii.”
Zbyt wcześnie

     Wakacyjny karnawał dobiegał końca. Zostały tylko godziny do wylotu. Włóczyłem się wąskimi, wilgotnymi uliczkami New Delhi. Spokojnie. Bez pośpiechu. Sycąc się ostatnimi chwilami, starając zapamiętać jak najwięcej. Nasiąknąć atmosferą Indii by zabrać ich kawałek ze sobą.
     Zawsze zadziwiają mnie ostatki. Cały pośpiech, cała nerwowa atmosfera podróży nagle gdzieś ulatuje. Zdaję sobie sprawę, że już niedługo wrócę do domu.
Tęsknota za wygodnym, własnym fotelem.
Tęsknota za opuszczanym miejscem.
Delhi.
     Mężczyznę spotkałem podczas tego ostatniego spaceru. Gdy Słońce chowające się za horyzontem ostatnimi promieniami rozświetlało najwyższe piętra budynków. Zobaczyłem wyraz twarzy, oczu. I aparat, zwisający przy boku, powędrował do góry. Chciałem ukraść mu, jego spojrzenie. Pełne smutnej rezygnacji. Fatalizmu. Dźwięk wyzwolonej migawki. Kiwnięcie głową w podziękowaniu. I to nieznośne uczucie, że znów analizuję, znów postrzegam ten kraj poprzez pryzmat kultury, która mnie ukształtowała.
Ostatki. Karnawał się kończył....

PS
     Indyjskie zdjęcia powoli się wyczerpują. Zostało kilka klatek. Kilka historii do opowiedzenia. Kilka, których nigdy opowiadane być nie powinny. Nowy paszport czeka na odbiór. Dojrzałem do powrotu. Znów chcę wciągnąć w płuca powietrze przesycone egzotyką. Uśmiechnąć się wychodząc z lotniska z bezpodstawnym uczuciem, że wracam do domu. Którego już z kolei...
Kaha
 
03 Marca 2010 12:23
jakoś tak smutno się robi jak się patrzy na to zdjęcie:/