Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Franek — Uwielbiam Pana zdjęcia, są po prostu świetne. Od wielu lat śledzę tego bloga i staram...
  2. Tomek — Miejsce niemal idealne. Zdjęcie super.
  3. Anettt — Świetne jest.
  4. Bartosz — Dziękuję :) Miło mi to czytać :)
  5. Piotr — I tego właśnie szukam w fotografii. Zachwytu nad drobiazgami. Cz/b takiego efektu by...
  6. Bartosz — Już niedługo na blogu :)
  7. Paulina — Witam, a dokąd tym razem?
  8. Piotr — Jak zawsze - podziwiam. Świetne zdjęcia, tekst też trzyma poziom. Podoba mi się pomysł...
  9. Didimos — Czymam kciuki
  10. Astarte — Czyta :)

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Środa, 25 Listopada 2009

Sadhu. Początek.

trochę tekstu, wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, Sadhu, Varanasi
     Indie nigdy nie były w planach. Pomijałem je jeżdżąc palcem po mapie, czytając przewodniki, przeglądając albumy fotograficzne. Były dla mnie czymś w rodzaju religijno — mistycznego Disneylandu.
     Dopiero, gdy zapadła szybka i przypadkowa decyzja „JEDZIEMY”, pod wpływem książek podsuwanych mi przez Izoo, zacząłem powoli zmieniać swoje nastawienie do tego kraju. Potem był jeszcze wspaniały cykl filmów Michaela Wooda, zrealizowany przez BBC „The Story of India”. I zacząłem wsiąkać w tematykę Półwyspu Indyjskiego.
     Co rusz, w albumach bądź przewodnikach natykałem się na fotografie brodatych mężczyzn, ze splecionymi włosami (teraz wiem, że nazywa się to dźata) siedzących „po turecku”, z dłońmi ułożonymi w gest pozdrowienia czy też błogosławieństwa.

     Dzisiaj z uśmiechem wspominam pierwsze chwile w Indiach, gdy wypatrywałem ich na uliczkach New Delhi bądź Dźajpuru. A potem ich spotkałem. Uczestniczyłem w nocnej modlitwie w pociągu, otrzymałem błogosławieństwo, obserwowałem ich w „Świętym Piekle Hindusów” — Varanasi, rozmawiałem z kilkoma z nich w Paśupatinath. I fotografowałem. Nieustannie.

     I właśnie zaczynam się z Wami dzielić zdjęciami, które udało mi się złapać, bez układania ich w jakąś konkretną serię czy też cykl.
trochę tekstu,wyprawa,Indie,Nepal,galeria,czarno - białe,na błonce,Sadhu,Varanasi
Na ghatach w Varanasi
     Sadhu, bo to o nich mowa. Święci mężowie. Odrzucają otaczającą nas rzeczywistość — to tylko ułuda. Wędrowni mnisi podążający ścieżką pokuty i wyrzeczenia w poszukiwaniu wyzwolenia w najwyższej Rzeczywistości. W tym, bądź kolejnym wcieleniu.Kroczą drogami Indii, żyjąc z jałmużny, nie wzbudzając większego zainteresowania Hindusów. Są elementem tamtego świata. Są wśród nich szaleńcy i ludzie z tytułami naukowymi, osoby upośledzone fizycznie bądź psychicznie i ludzie, którzy w swej karierze dotarli do muru stworzonego przez kasty.
     Są wentylem bezpieczeństwa stworzonym w społeczeństwie, w którym nie ma szpitali psychiatrycznych i psychoanalityków.

Powiązany wpis