Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Astarte — Czyta :)
  2. T — Czyta, chociaż przez chwilę się zawahałem przed DRTL... :)
  3. Bartosz — Dzięki ;) Mam nadzieję, że uda mi sie pokazać zdjęcia zapaśników. Taki suplement...
  4. karo — czyta :) i ma nadzieję, że pracujesz nad kolejną wystawą :)
  5. Piotr — Czyta, jasne że czyta. Reportaż zdjęciowy uzupełniony o dobre opisy to jest dopiero...
  6. trb — Tylko w ramach uzupełnienia - duża ilość dominant kolorystycznych spowodowana jest...
  7. karo — Kocham Twoje czarno-białe zdjęcia, ale to mnie przekornie urzekło :)
  8. trb — Powodem jest też to, że robiłem tak szerokim kątem. GO jest ogromna. Bronicę mam...
  9. trb — Wystawa raczej nie... Bylem zbyt krótko i nie mam dobrego materiału. Ale przymierzam...
  10. Piotr — Szczególnie w porównaniu z "przebierańcem", chociażby tym http://blog.sobanek.com/2009/Grudzien/SadhuIV.html...

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Poniedziałek, 05 Października 2009

Pociąg - część druga. Jak małpy.

trochę tekstu, wyprawa, Indie, Nepal, pociąg, Sikhowie
     Pierwszy kontakt z indyjskim sleeperem przebiegł ze wszech miar pozytywnie. Chociaż wszystko miało dla nas posmak nowości — począwszy od zapinania bagaży, wciśniętych pod najniższą pryczę, łańcuchami a skończywszy na radzeniu sobie z zainteresowaniem jakie wzbudzaliśmy wśród lokalsów.
Cały czas ukradkiem zerkałem na jadącą wraz z nami w przedziale sikhijską rodzinę. W końcu miałem sznse poznać przedstawicieli tej kultury, o której tyle naczytałem się przed wyjazdem.



     Podróżując po Indiach często spotyka się potężnych, brodatych mężczyzn o śniadej cerze, noszących na głowach starannie udrapowane jednobarwne turbany, nierzadko z mieczem u pasa. Dla niektórych turystów stają się oni symbolem tego kraju. Sikhowie, bo to o nich chodzi, są tymczasem zupełnie odrębna społecznością od hindusów, muzułmanów, dżinistów czy też chrześcijan. Nie tylko wyznają inna religię ale też nie uznają podziału na kasty — wedle ich religii wszyscy ludzie są równi, a kobiety maja równe z mężczyznami prawa. Swe życie muszą podporządkować uczciwej pracy, której dobre wykonywanie staje się drogą ku doskonałości. Praca ta nie tylko musi umożliwić utrzymanie się, ale również umożliwiać wsparcie całej społeczności.
     Pod koniec XV wieku w indyjskim stanie Pendżab, mędrzec o imieniu Nanak podjął próbę zreformowania indyjskiego społeczeństwa, tak by poniechało waśni etnicznych i wojen religijnych, a swą dzielność wykazywało w pokojowej pracy. Krytykował on bałwochwalstwo i składanie ofiar kapłanom. Mówił, że każdego człowieka trzeba cenić właśnie dla tego, że jest człowiekiem, nie zaś z powodu przynależności do jakiejś kasty. Jakby tego było mało, przeciwstawił on mnogości hinduskich bóstw jednego boga, będącego ponadczasową i bezosobową istotą, której nie stawia się idoli i pomników.
     W chwili swojej śmierci, w 1539 roku, Nanak prawdopodobnie nie wiedział, że powołał do życia nową religię, która z czasem rozprzestrzeniła się na cały Pendżab, a wraz z ze swymi wyznawcami także i na pozostałą cześć Indii i Świata. Jej wyznawcy nazwali się po prostu Uczniami — bo to właśnie znaczy słowo sikh (w sanskrycie śiszja).
     Dziesiąty i ostatni ludzki guru — Guru Gobind Singh zainicjował w 1699 roku ceremonię chrztu — amrit, na który decydują się w pełni świadome i dojrzałe jednostki, wzmacniając jeszcze bardziej ich tożsamość religijną. Na krótko przed odejściem nakazał, by Guru Granth Sahib — święte pismo Sikhów, zebrane i wydane w 1604 roku, było ich jedynym autorytetem duchowym, Jedenastym Guru.

     Sikhowie nie uciekają od Świata, nie zakładają klasztorów. Normalne życie i zarabianie pieniędzy dla wspólnoty jest weryfikacją wyznawanej wiary. Nie mają duchownych — każdy Sikh, mężczyzna i kobieta, może prowadzić modlitwę lub czynić posługę. Nie uznają celibatu, gdyż uważają, że małżeństwo i życie rodzinne najbardziej odpowiada naturalnym potrzebom człowieka. Nie uznają systemu kastowego. Kobiety cieszą się dużym szacunkiem i wysoką pozycją społeczną, nie zakładają woalki, mają prawo do powtórnego małżeństwa po śmierci pierwszego męża, a gdy urodzą dziewczynkę nie są z tego powodu napiętnowane. Zmarli są kremowani, ich prochy wrzucane do rzeki, nie wystawia się im pomników.
     Życie nie jest grzeszne w swym początku, należy więc zachować pierwotną czystość, a religia to praktyczne życie, służenie innym, tolerancja, braterska miłość, wiara przepojona ideą pokoju i miłości. Jest to religia praktyczna, pełna nadziei i optymizmu.
     Sikhowi nie wolno golić brody, nie wolno skracać włosów(kesz). Ukryte pod turbanem, w tropikalnym klimacie są realnym symbolem umartwiania. Lecz muszą być one utrzymane w czystości — dlatego każdy Sikh posiada grzebień (kangha) ukryty w puklu zawiązanym na ciemieniu. Na prawym przegubie noszą prostą, stalową bransoletę (karha) — znak skromności. U pasa powinien mieć miecz (kirpan), który w dzisiejszych czasach coraz częściej zastępowany jest nożem. Co ciekawe, w Indiach jest to jedyna grupą, której członkowie mają prawo wnosić na pokład samolotu broń białą. Kecza — szerokie spodnie — szarawary, które ułatwiały kiedyś dosiadanie konia oraz poruszanie się podczas walki, stanowią ostani już, z pięciu, wyróżników definiujących tożsamość Sikhów. W XV wieku mężczyźni w Indiach chodzili w doti, niewygodnej chuście pętającej nogi i utrudniającej szybkie poruszanie się. Dzisiaj powoli zwyczaj noszenia tego typu stroju wychodzi z użycia
Sikh nie pali tytoniu. Sikh nie jada mięsa zwierzęcia, które nie padło od jednego ciosu, co oznaczać ma, że umierając nie cierpiało.
Każdy sikhhijski mężczyzna nosi nazwisko Singh oznaczające lwa, a każda kobieta Kaur — księżniczka.
     Najlepsi żołnierze w Indiach to Sikhowie. Najlepsi inżynierowie — Sikhowie. Najlepsi sportowcy, lekarze, nauczyciele, mechanicy — Sikhowie. Tak przynajmniej twierdzi każdy Sikh. Ale to, że nie można wśród nich znaleźć ani żebraków, ani prostytutek to fakt. Ich społeczność nie pozwoliłaby na to, by jej członek się stoczył.

     Jednak historia tej wspólnoty, na przestrzeni jej istnienia nie była usłana różami. Suwerenność ich ojczyzny, Pendżabu, wciąż była zagrożona. Scyci, Kuszani, Hunowie, Mongołowie, Afganowie i Mogołowie, hinduscy radżowie. Mimo kolejnych najazdów mieszkańcy Pendżabu z każdej awantury podnosili się silniejsi. Dopiero brytyjska Kompania Wschodnioindyjska położyła kres niezależnemu państwu sikhijskiemu.
     Sikhowie nie zdołali utrzymać swego państwa, które zostało starte na proch w trzech obrotach koła historii: pierwszy, to aneksja Pendżabu przez Anglików w 1849 roku, preludium do przejęcia Indii przez Imperium Brytyjskie. Drugi to dramatyczny Podział w 1947 roku, rozdzierający jednolity kawałek ziemi pomiędzy dwa państwa — islamski Pakistan i w większości hinduskie, demokratyczne Indie; Sikhowie zwalczali wtedy zaciekle muzułmanów z niepojętym, jak na teoretyczne założenia ich religii, okrucieństwem, lecz raczej nie podnosili miecza na hindusów. I wreszcie trzeci obrót koła historii — podział przeprowadzony pokojowo reformą administracyjną w 1966 roku, kiedy to część indyjską podzielono jeszcze na dwa stany: Himachal Pradesh i Harjanę z ludnością mówiącą w hindi i wyznającą religie hindu oraz, par excellence, sikhijski Pendżab.

     Właśnie ten ostatni podział wzburzył dumnych i hardych Sikhów najbardziej — utworzyli ruch ekstremistyczny ruch separatystyczny, nawiązujący zresztą do ruchu Akali Dal (Nieśmiertelnych) z XIX wieku, uparcie dążąc do autonomii terytorialnej i walcząc wszelkimi sposobami, także terrorystycznymi, o utworzenie Khalistanu oraz do autonomii religijnej i ostatecznego wyłączenia ich z religii hindu. Ekstremiści ogłosili świętą wojnę przeciwko reżimowi politycznemu Indiry Gandhi i ze Złotej Świątyni w Amritsar uczynili fortecę, w której zabarykadowali się aż do osiągnięcia zwycięstwa wszyscy przywódcy ruchu.
     31 maja 1984 roku Indira Gandhi przeprowadziła długo planowaną i przygotowywaną operację Blue Star, w wyniku której wojsko indyjskie sforsowało gurdwarę i strzelało do bojowników walczących o niepodległość Pendżabu. Życie straciło 493 Sikhów, w tym osoby przypadkowe, przebywające w świątyni ze względów religijnych, a nie politycznych. Bunt krwawo stłumiono, ale za zbezczeszczenie świątyni premier Indii zapłaciła życiem: dwaj Sikhowie z jej przybocznej gwardii oddali siedemnaście strzałów, by dnia 31 października 1984 roku pomścić Złotą Świątynię. Do dziś nie ujawniono, czy działali oni w akcie osobistej zemsty, czy też na rozkaz dobrze ukrytej sikhijskiej organizacji. Wiadomo jednak, że Indira Gandhi była w jakiś sposób przygotowana i gotowa na śmierć, bowiem tylko śmierć mogła złagodzić karmiczne skutki zbezczeszczenia świętego miejsca.
     Podczas uroczystości kremacji Indiry Gandhi, Sikhowie zajęli miejsca siedzące w pierwszych rzędach i „odbierali” zadośćuczynienie. Po tych niezwykłych i wyjątkowych przeprosinach w duchu iście hinduskim, ustały w zasadzie wszelkie akty przemocy między Sikhami i hindusami.
     Ale to już przeszłość. Dzisiaj Sikhowie zajmują wysokie stanowiska państwowe — premierem jest utalentowany ekonomista Manmohan Singh. Ten awans społeczny ucieszył Sikhów bardziej, niż to, gdyby zastosował się do nakazów zemsty na rodzi Ghandi. Ten fakt jest doskonałym przykładem, jak mogą zmienić się poglądy, gdy zmianom tym towarzyszy rozum.



     Brodaty mężczyzna rozmawiał z żoną, swobodnie przeskakując miedzy angielskim a ich językiem. Rozmawiali o książce, którą ona czytała, ale wyraźnie widać było, że są nami zainteresowani. Wciąż rzucali ukradkowe spojrzenia w naszą stronę. Temat do rozmowy znalazł się szybko. Wystarczył krótki postój na stacji, gdy pociąg przeżywał najazd sprzedawców wszelkiej gamy produktów. Głównie jedzenia i napojów.
     Od tematów kulinarnych szybko przeszliśmy do rozmów o ich kulturze i wierzeniach. Zafascynowany słuchałem jego opowieści o zasadach rządzących ich życiem. O tym, że wszyscy są równi, że wśród Sikhów nigdy nie było zwyczaju sati (śmierci wdowy na stosie męża), o wstawaniu przed świtem, by po rytualnej kąpieli móc się pomodlić. Historii ich ojczyzny, perły w koronie Indii — Pendżabie. Opowieści z których przebijała duma i poczucie wyższości nad reszta Indusów.
     W pewnym momencie usłyszeliśmy tupot czyiś stóp o dach wagonu.
— To małpy? — zapytał Sikha Artur — Bo istnieje przecież surowo respektowany zakaz jeżdżenia na dachach.
— Małpy? Nie, to ludzie. Ale oni żyją jak małpy — skwitował towarzysz naszej podróży.

     Mimochodem wpis ten przekształcił się w pseudo wykład o Sikhach. Nie to było pierwotnie moim zamiarem, chciałem jedynie opisać krótki i być może zabawny incydent. Jednak mój podziw dla przedstawicieli tej kultury wziął górę. W pewnym sensie im zazdroszczę. Wybrali drogę cnoty, żyjąc w ascezie nie zamknęli się na otaczający ich Świat. A to, że są tak nań otwarci wzbudza mój szacunek. Założenie i trzymanie twardych reguł kierujących każdym krokiem bez ucieczki od rzeczywistości jest czymś, czego mi brakowało w tygodniowym pobycie w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu. Zakon stał się ucieczką, uporządkował życie, rozplanował cały każdy dzień ale jednocześnie odsunął od prawdziwego życia, które toczy się poza murami.
     We mnie Sikhowie, którzy w tym całym indyjskim chaosie wydają się bardzo straight&sharp, trzymający się wytyczonej ścieżki, znosząc trudy dnia codziennego, wzbudzają podziw i szacunek.
     W Polsce jest około trzystu Sikhów. Wywodzą się głównie spośród przybyszów z Indii, ale nie brakuje także obywateli Kanady, USA czy w Wielkiej Brytanii. Zbierają się na modły raz w tygodniu, w niedziele, w jedynej w Polsce gurdwarze — świątyni sikhijskiej — która znajduje się w podwarszawskim Raszynie.
W sumie to niedaleko... A do niedzieli pozostało tylko sześć dni...
05 Października 2009 17:00
Pieknie to wszystko opisales. Czekam na ciag dalszy.
PS. Smuci mnie tylko ta przemoc w tej wspanialej religii.
Ale moze gdyby nie ona, to juz by jej nie bylo? Ciezki temat.
m.
 
06 Października 2009 13:18
czytam... czytam... i nie mogę się nadziwić :)
Agnieszka
 
08 Października 2009 16:13
To było bardzo ciekawe. Dzięki szczegółom mam żywy obraz kultury i zwyczajów Sikhów.

Przybliżasz nieznane
02 Listopada 2009 22:17
przeczytałam z zainteresowaniem, miałam okazję poznać we Francji młodego człowieka z Pendżabu, ale z Twego opisu by wynikało, że raczej Hindusem jest niż przedstawicielem Sikhów :)

Powiązany wpis