Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Didimos — Podoba się. Indie mnie pociągają i jednocześnie się ich boję. Takich Indii boję...
  2. Didimos — Pierwsze Twoje kolorowe, które do mnie gada.Pewnie przez ten szalony bokeh. Yes, I know...
  3. Sukesh — All the best
  4. Julia — Bardzo podobają mi się podobają zdjęcia zawarte na filmie, aż serce rusza. Pozdrawiam...
  5. Franek — Uwielbiam Pana zdjęcia, są po prostu świetne. Od wielu lat śledzę tego bloga i staram...
  6. Tomek — Miejsce niemal idealne. Zdjęcie super.
  7. Anettt — Świetne jest.
  8. Bartosz — Dziękuję :) Miło mi to czytać :)
  9. Piotr — I tego właśnie szukam w fotografii. Zachwytu nad drobiazgami. Cz/b takiego efektu by...
  10. Bartosz — Już niedługo na blogu :)

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Sobota, 30 Lipca 2011

Mr. Photographer!

wyprawa, Indie, trochę tekstu, galeria, portret uliczny, trochę koloru, cyfrowo, Varanasi
     Hmmm... Nagle okazuje się,że moja indyjska szuflada jest nadzwyczaj pojemna. I dlatego też dzisiaj postanowiłem znów wrócić do mojego samotnego przemierzania tego fascynującego kraju.
     Wybrałem się do Indii na przełomie kwietnia i maja. Zakładałem, że koniec pory suchej jest okresem mniejszej intensywności wycieczkowej. I miałem rację — większość europejczyków wystraszyły rekordowe upały. Włócząc się wieczorami po starówce Varanasi uciekałem od typowo komercyjnych atrakcji, jakich dobitnym przykładem jest wieczorna pudźa na Głównym Ghacie.
     Pamiętam jak dzisiaj, gdy siedząc na wciąż gorących schodach, zaciągając się głęboko ostatnimi polskimi papierosami śledziłem leniwy nurt świętej rzeki. Pomiędzy stopami leżał aparat z którym jeszcze niedawno byłem u zapaśników. I to właśnie aparat zwrócił uwagę grupy pielgrzymów z południa Indii, którzy szykowali się by wsiąść do łodzi i popłynąć w kierunku głównych ceremonii wieczornej modlitwy. Najpierw uśmiechy, próby rozmów. Potem prośby o zrobienie zdjęcia kolejnej osobie. Co chwila rozlegało się z tłumu ludzi „Mr. Photographer! Photo, please!”. A ja, szukając miejsca na odpowiednie odejście, raz za razem naciskałem spust migawki. I nie ukrywam — bawiłem się przednio!
W Varanasi.
źródło: www.sobanek.com
wyprawa,Indie,trochę tekstu,galeria,portret uliczny,trochę koloru,cyfrowo,Varanasi
     Po powrocie do hotelu zrobiłem szybką selekcję zdjęć i doszedłem do wniosku, że chyba polubię ten nowy aparat i obiektyw. Jakość obrazu przy iso 2500, sztucznym oświetleniu o różnych temperaturach barwowych i „pełnej dziurze” standardowej pięćdziesiątki Canona, porażała. W domu entuzjazm trochę osłabł, ale jednak zdecydowałem się by pokazać Wam jedno ze zrobionych wtedy zdjęć.
17 Sierpnia 2011 18:30
A czemu entuzjazm opadł?? Świetnie, myślałam, że to z lampą. ISO 2500, wow, ja nawet przy ISO 400 nie mogę marzyc o takiej jakości :)

Powiązany wpis