Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em
ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. apows — Masz racjje ja tez troche fotografuje , ale jak dotad nie wyszlo mi takie fane zdjecie...
  2. Mysh — Wszelkie "kryształowe" klisze najlepiej wychodzą traktowane D76 1:3 - dają tak nieprawdopodobną...
  3. Kuba — Zeiss Ikon Nettar, HP4 - głowa na rynku Kiev60, 80/2.8, AGFApan400 - smoczysko Bardzo...
  4. Mysh — zacznij może wywoływać sam.. ponoć to nie jest takie straszne, jedna trucizna więcej.....
  5. trb — :) Z oczami sprawa jest prosta - osoby fotografowane zazwyczaj siedzą w cieniu a zdjęcie...
  6. Anna — Sukienka sukienką, ale mnie przede wszystkim uderzają te wyraziste oczy. Piękne.
  7. Anna — Ładna kompilacja.
  8. Agnieszka — Nie ma drugiej takiej krainy jak Podlasie... Piękne zdjęcia. Pozdrawiam.
  9. Tytus — Ja co prawda nie w kwestii kalibracji jakichś tam monitorów, tylko zdjęcia - podoba...
  10. Mysh — Ale ten EasyPix2 jest w podobnej cenie co SpyPro. Mnie spyder wystarczy, większość...

Zobacz wszystkie...

Sobota, 17 Października 2009

Krupówki w Nepalu

trochę tekstu, wyprawa, Indie, Nepal, Pokhara, galeria, czarno - białe, na błonce
     Po indyjskim piekle w granicznym Sounali (Rikszarz z Sonauli) Nepal jawił się niemal idyllicznie. Szerokie i czyste (no dobrze — czystsze niż kilkaset metrów wcześniej) ulice, na których ruch jest mniejszy i zdecydowanie bardziej uporządkowany, brak nachalnych sprzedawców i żebraków. Jedynie upał pozostał, ale już mniej męczący. Bardziej swojski. Sielanka.
Miałem nadzieję, że szybko się skończy.

Niestety moje nadzieje okazały się płonne.

     Kilka godzin spędzonych w autobusie jadącym drogą kluczącą malowniczą doliną Czarnej Rzeki — Kali Gandaki. Przyroda wciąż starała się odzyskać tę cienką wstęgę wykrojoną w zboczach wąwozu. Na poboczach drogi co kilka kilometrów widać było ludzi zajętych naprawianiem nawierzchni, usuwaniem naniesionego żwiru i rozbijaniem ogromnych głazów.
     Przepaść z jednej strony, skalna ściana z drugiej. Zieleń roślin. Kilkudziesięciometrowej wysokości wodospady. Nieliczne wioski przycupnięte przy życiodajnej rzece. Pola ryżowe rozpościerające się na szerokich tarasach. Ośnieżone szczyty Himalajów wyłaniające się zza kolejnych mijanych gór. Wszystko to oszałamiało i wprawiało w zachwyt. Pozwalało zapomnieć o tym, że na wąskiej drodze dwa samochody mieściły się z wielkim trudem, o szaleńczej jeździe kierowców i o tym, że tuż obok, bez żadnych zabezpieczeń otwierała się otchłań przepaści z Kali Gandaki na jej dnie.
     Do celu dotarliśmy już po zmroku. Prostując zdrętwiałe nogi i obolałe plecy objuczamy się plecakami drepcząc do hotelu.
Zasypiam z fantastycznymi obrazami jutrzejszych widoków pod zamkniętymi powiekami.

     Ranek powitał nas wilgotnym upałem. Pokhara, bo taki był cel naszej podróży okazało się małą, malowniczą wioską kompletnie nastawioną na turystów. W przewodnikach, jaką główną atrakcję tego miejsca wymienia się jezioro Fewa i widok na masyw Annapurny. Niestety, ze względu na niski pułap chmur, nam pozostało tylko jezioro. Pływanie wynajętą łódką (kąpiel jest zabroniona; ponoć ze względu na zanieczyszczenie wód jeziora związkami fosforu z nawozów sztucznych beztrosko używanych na okolicznych polach) i spacery brzegiem mogą pozwolić wypocząć po intensywnych trekkingach i na chwilę zapomnieć o niedawnych chaosie indyjskich miast.
     Jednak po kilku dniach, nawet podróżując lokalnymi środkami transportu po okolicznych wioskach rodzi się niepokojące uczucie przebywania w turystycznym cyrku. Gdzie wszystko przygotowane jest pod białasów.
Całe szczęście za kilka dni mieliśmy zanużyć się głęboko w atmosferze Kathmandu.

Poniższe zdjęcia stanowią dla mnie kwintesencję tego uroczo sennego miasteczka.
Indie/Nepal - wrzesien 2009
źródło: www.sobanek.com
trochę tekstu,wyprawa,Indie,Nepal,Pokhara,galeria,czarno - białe,na błonce
Jezioro Fewa
trochę tekstu,wyprawa,Indie,Nepal,Pokhara,galeria,czarno - białe,na błonce
Nad jeziorem Fewa
trochę tekstu,wyprawa,Indie,Nepal,Pokhara,galeria,czarno - białe,na błonce
Jezioro Fewa
Marek
 
18 Października 2009 01:08
Niebo w łódkach - lubię ten pejzaż, tym bardziej, że przypomina mi mój ulubiony Léman.
18 Października 2009 21:01
Fenomenalne fotki przywiozłeś z wycieczki, pomijając już niezwykłe portrety to zdjęcie z łódkami po prostu pierwsza klasa.
Kaha
 
19 Lutego 2010 15:11
fajnie byłoby się przenieść w te miejsca. Na zdjęciu piękne...w rzeczywistości z pewnością jeszcze bardziej

Powiązany wpis