Ale...

o co chodzi?
  •       „Nie tworzę prac wybitnych, mam świadomość własnej niedoskonałości i popełnianych błędów, nie oczekuję więc pochwał i wysokich not.
    Wystawiam fotografie.
          Chcę podzielić się swoim spojrzeniem na Świat i cieszyć radością innych z ich oglądania. Życzę sobie stałego twórczego niezadowolenia z wykonanych zdjęć. Dlaczego? Bo tylko ono jest gwarancją robienia coraz lepszych.”
  • za Hardnut'em

Archiwum[spis treści]

ostatnie komentarzenajczęściej komentowane
  1. Didimos — Podoba się. Indie mnie pociągają i jednocześnie się ich boję. Takich Indii boję...
  2. Didimos — Pierwsze Twoje kolorowe, które do mnie gada.Pewnie przez ten szalony bokeh. Yes, I know...
  3. Sukesh — All the best
  4. Julia — Bardzo podobają mi się podobają zdjęcia zawarte na filmie, aż serce rusza. Pozdrawiam...
  5. Franek — Uwielbiam Pana zdjęcia, są po prostu świetne. Od wielu lat śledzę tego bloga i staram...
  6. Tomek — Miejsce niemal idealne. Zdjęcie super.
  7. Anettt — Świetne jest.
  8. Bartosz — Dziękuję :) Miło mi to czytać :)
  9. Piotr — I tego właśnie szukam w fotografii. Zachwytu nad drobiazgami. Cz/b takiego efektu by...
  10. Bartosz — Już niedługo na blogu :)

Zobacz wszystkie...

SŁOWA KLUCZOWE

Niedziela, 01 Listopada 2009

Zaklinacze

wyprawa, Indie, Nepal, galeria, czarno - białe, na błonce, portret
     Zaczęło się to bodajże od książek Alfreda Szklarskiego, podsuwanych mi przez mojego ojca w dzieciństwie. Pamiętam, że jako dziecko połykałem je z wypiekami na twarzy marząc o wyprawach do krajów, których same nazwy pobudzały dziecinną wyobraźnie. I to chyba wtedy symbolem Indii stali się dla mnie zaklinacze węży. Nie święta krowy, słonie czy tygrysy.
Tym bardziej byłem zaskoczony nie znalazłszy o nich ani jednej wzmianki w książkach, które Izoo wyszukiwała i podtykała mi pod nos tuż przed wyjazdem.
     Dopiero na miejscu, w Delhi, dowiedziałem się, że rząd indyjski w 1991 roku zakazał publicznych występów zaklinaczy. Oczywiście pod naciskiem tak zwanych obrońców przyrody, gdyż czasami zdarzały się przypadki, gdy wężom zaszywano paszcze bądź wyrywano zęby jadowe. Najbardziej absurdalnym dla mnie jest to, że członkowie kasty Sapera (sap znaczy wąż; jest to jedna z tzw. scheduled castes) trzymają się mocno tradycyjnych reguł związanych z obchodzeniem się z tymi, jakby nie było, świętymi zwierzętami i notowano przypadki, gdy starszy bądź niedoświadczony zaklinacz umierał po ugryzieniu swojego pupila.
     Oczywiście orędownicy praw zwierząt nie wzięli pod uwagę ludzi. W Indiach tym zajęciem parało się wtedy ponad 800 tysięcy ludzi, dla rodzin których często to było jedyne źródło utrzymania. Cała ta rzesza ludzi musiała zejść do podziemia bądź wyjechać na prowincję, gdzie stróże prawa i porządku nie zdzieraliby z nich łapówek w zamian za przymykanie oka. W przeciwnym wypadku groziłoby im więzienie.
     W lutym tego roku, w Kalkucie przeszedł marsz protestacyjny prawie tysiąca zaklinaczy węży zrzeszonych w Indyjskiej Federacji Zaklinaczy Węży (sic!), której sekretarz generalny uważa, że rząd powinien ponownie zalegalizować tradycyjne występy z wężami. Powinien też - ich zdaniem - zbudować specjalne farmy, na których zaklinacze mogliby wykorzystać swoje doświadczenie do pobierania od węży jadu, z którego produkowano by np. serum.

     Pierwszego poranka w Delhi, włócząc się poboczami jednej z ulic usłyszałem ciche syknięcie. Nie, nie był to wąż tylko jego opiekun, który gestami zapraszał mnie bym podszedł bliżej wskazując jednocześnie na ukryty w zwojach materiału wiklinowy kosz. Gdy tylko usiadłem usiadłem obok a on uchylił kosz wokół nas zaczął rosnąć tłum podekscytowanych tubylców. Mając już odpowiednią widownię, szybkim ruchem ściągnął pokrywę kosza, z którego wychylił się łeb kobry.
     Cała reszta była jak w książkach — nowe dla mojego ucha dźwięki wydobywające się z pungi (rodzaj piszczałki, prymitywnej krewnej dud wykonanej z wysuszonej tykwy lub skorupy kokosa, w którą wetknięte są dwie piszczałki zrobione z trzciny lub bambusa, gdzie jedna &mdash dandi służy do grania i posiada kilka otworów, natomiast druga pełni rolę piszczałki basowej), poruszanie nią i wodzący za nią łeb węża.
     W całym tym rytuale widać było jak wielkim szacunkiem darzona jest kobra. I jaki wielki respekt budzi.
wyprawa,Indie,Nepal,galeria,czarno - białe,na błonce,portret
Zaklinacz węży - Delhi
     Kolejny raz miałem okazję spotkać się z kobrą i jej właścicielem — opiekunem w Agrze. Chłopak kręcił się na poboczu parkingu najwidoczniej szukając kogoś, kto za możliwość zobaczenia węża, da mu kilka rupi. I znalazł. A ja znalazłem swoje zdjęcie.
wyprawa,Indie,Nepal,galeria,czarno - białe,na błonce,portret
Chłopiec z kobrą - Agra

PS

     Do tego wpisu powinienem dołączyć podtytuł: "Fotografia to nie sport drużynowy". Niewiele jest osób, z którymi mogę fotografować w tym samym czasie, w tym samym miejscu bez przeszkadzania sobie nawzajem. Tak byśmy razem potrafili złapać rytm ulicy, nie pchali się jeden na drugiego. Niestety w trakcie dużej części wyjazdu wokół mnie były osoby, które do tego grona się nie zaliczają. Pal licho jeśli przypadkowo wejdzie mi ktoś w kadr, ale gdy ktoś rzuca się w kierunku wypatrzonego przez innych motywu demaskując moje zamiary bądź rozpraszając modela, czy wręcz opieranie się na moim gdy sam łapię kadry niesamowicie wręcz podnosi mi ciśnienie.Poniższe trzy zdjęcia zrobiłem właśnie w takich warunkach.
Co więcej fotografie te doskonale odpowiadają sytuacjom opisanym tu i tu. Nie potrafię wybierać wśród kilku ujęć tego samego tematu. Wspomnienia chwili, w której naciskałem spust migawki są zbyt żywe i zaburzają trzeźwą ocenę fotografii. Nie wiem czy wybrałem najlepsze z poniższej trójki.
Indie/Nepal - wrzesien 2009
źródło: www.sobanek.com
wyprawa,Indie,Nepal,galeria,czarno - białe,na błonce,portret
Chłopiec z kobrą - Agra
wyprawa,Indie,Nepal,galeria,czarno - białe,na błonce,portret
Chłopiec z kobrą - Agra
wyprawa,Indie,Nepal,galeria,czarno - białe,na błonce,portret
Chłopiec z kobrą - Agra
Agnes
 
01 Listopada 2009 13:58
Co zrobiłeś, że nawet kobra pozuje do twoich zdjęć? ;)
(genialne fotki)
Ciekawe rzeczy piszesz. Faktycznie zapomina się już o zaklinaczach węży.
Odświeżyłeś i przypomniałeś temat.
08 Listopada 2009 17:20
Oba są kapitalne. Wybrałeś zdecydowanie najlepsze z tych 3.

Powiązany wpis